Wczorajsza sesja jasno pokazuje, że sytuacja na warszawskiej giełdzie przypomina to, co w tej chwili dzieje się w całej Polsce. Mamy suszę. Ściółka potrzebuje wody, a giełda aktywnego kapitału. W innym wypadku mamy jedynie męczące wyczekiwanie. Większy kapitał jest bierny i wygląda na to, że większość zarządzających jest właśnie na urlopach, a na rynku pozostały jedynie płotki. Niewielki obrót jest w tej chwili naszą zmorą. Z cenami można zrobić wszystko, a tym samym poddawanie tego analizie jest mało przydatne.
Po dobrym (bo mieliśmy wzrost cen) poprzednim tygodniu, ten zaczęliśmy także wzrostem. Skala zwyżki nie jest wielka, ale i tak należy uznać, że to kolejny dzień budowania domku z kart. Wczorajszy wzrost jest świetnym przykładem dla kilku ostatnich tygodni. Ceny rosną, a obrót maleje. Nie twierdzź, że za każdym razem musi to się skończyć katastrofą, ale z pewnością takie zachowanie rynku nie sprzyja podjęciu decyzji o ryzykowaniu własnych środków. Jak ktoś chce się bawić, to niech się bawi za własne pieniądze.
Taka niska aktywność skutecznie zniechęca do angażowania większych kwot, choć są i śmiałkowie, na co wskazuje wzrost LOP w trakcie sesji o ponad 1000 sztuk. Wspomniane już zachowania cen i obrotu sugerują, że mamy do czynienia z biernym cofaniem się podaży przed małym, ale w tej chwili wystarczającym naporem ze strony kupujących. Taki wzrost (jak każdy) może cieszyć posiadacza długich pozycji, ale ten musi sobie zdawać sprawę, że w każdej chwili letnia sielanka może się skończyć. Z technicznego punktu widzenia oczywiście wczorajsza sesja nic nie zmieniła. Cały czas przebywamy w okolicy szczytów ostatniej falki wzrostowej, a zarazem tuż nad poziomem luki hossy z czwartku. Prawdę mówiąc, ten fakt jest trochę zastanawiający, bo w końcu luka ma być oznaką siły rynku i dobrze by było, gdyby po jej wyznaczeniu rynek jeszcze trochę poszedł w górę, a my tu od trzech dni truchtamy w miejscu. To jeszcze nie sygnał sprzedaży, ale należy dodać do pozostałych oznak będących podstawą do braku wiary w tź zwyżkę. Tym bardziej że akurat wczorajszy wzrost indeksu zawdzięczaliśmy sile ceny akcji PKN. Ta wynikała z ulgi inwestorów, że Mirosław Kochalski, niedawny komisarz Warszawy, uszczęśliwił swoimi rządami spółkę Ciech, a nie PKN. Kiepski powód do zakupów.