Budowa gazociągu północnego z Rosji do Niemiec znalazła się na liście 42 priorytetów energetycznych Unii Europejskiej, zatwierdzonej w poniedziałek z udziałem przedstawiciela Polski.
Trafił na nią kilka lat temu i nie został usunięty, bo "byłoby to niezgodne z praktyką UE" - wyjaśniał we wtorkowej "Rzeczpospolitej" przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki.
- Stanowisko Ministerstwa Gospodarki na temat gazociągu północnego nie uległo zmianie - powiedział wczoraj "Parkietowi" Tomasz Stępień z resortowego Zespołu ds. Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii. - Machina biurokratyczna w tej sprawie została uruchomiona wiele lat wcześniej. Gazociąg północny był na liście unijnych projektów już od 2002 roku. Dlatego teraz Polska nie miała możliwości zablokowania tego przedsięwzięcia - dodał.
Jednak pojawiły się obawy, że ta kosztowna inwestycja, sprzeczna z naszymi interesami, bo realizowana kosztem budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego, biegnącego przez Polskę, może być dofinansowana ze środków unijnych, a więc częściowo także z naszych pieniędzy. Umieszczenie gazociągu północnego na liście najważniejszych projektów UE, wśród których znajduje siź też gazociąg jamalski, może mieć poważne konsekwencje. Na sfinansowanie tej budzącej sprzeciw nie tylko w naszym kraju inwestycji, realizowanej przez firmy niemieckie (BASF, Ruhrgas) i rosyjski Gazprom, będzie można uzyskać preferencyjne kredyty z Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz łatwiejszy dostęp do funduszy prywatnych.
Anonimowy ekspert unijny powiedział korespondentce PAP, że finansowanie z budżetu UE będzie wątpliwe. Odwołał się do budżetu Wspólnoty na lata 2007-2013, w którym środki na projekty energetyczne ograniczono do 250 milionów euro. Rozmówca PAP wskazał też na nadrzędność deklaracji przywódców państw europejskich, że Unia nie będzie dofinansowywać projektów budzących kontrowersje w krajach UE. Ten zapis w czerwcu wywalczył były premier Kazimierz Marcinkiewicz.