W ostatnich dniach notowania akcji Jukosu na moskiewskiej giełdzie nieoczekiwanie wzrosły. W czwartek aż o 50 proc., a w piątek na początku notowań o kolejne 11 proc. Wpłynęły na to doniesienia, że znalazł się inwestor, który gotów jest wykupić długi bankrutującego koncernu.
- Poinformowano mnie, że pojawiła się organizacja, która gotowa jest zapłacić za zobowiązania Jukosu i stać się właścicielem koncernu - powiedział radiu Echo Moskwy Wiktor Gieraszczenko, przewodniczący rady nadzorczej spółki.
Dług Jukosu to olbrzymia suma. Według szacunków Eduarda Rebguna, zarządcy komisarycznego firmy, wynosi 18,2 mld USD. Zaś wartość firmy to według Rebguna 17,7 mld USD.
Jak uważają specjaliści, do takiej transakcji może przystąpić tylko któryś z rosyjskich oligarchów związanych z Kremlem. Wymienia się nazwiska m.in. Aliszera Usmanowa, Olega Deripaski czy Sulejmena Kerimowa. Jednak przedstawiciele Jukosu oraz zarządca komisaryczny firmy nic o potencjalnym inwestorze nie wiedzą.
Mniej optymistyczne od doniesień Gieraszczenki były wyliczenia analityków Citigroup, którzy obniżyli szacunki wartości pojedynczej akcji koncernu z 1 USD do 22 centów. Prawdopodobieństwo, że papiery będą bezwartościowe wynosi zaś już 90 proc. We wtorek moskiewski sąd ma zadecydować o dalszym losie Jukosu. Dwa lata temu firma była najwiźkszym producentem ropy w Rosji, ale fiskus zarzucił jej niezapłacenie kilkunastu miliardów dolarów podatków i nakazał je oddać. ASZ, Bloomberg, Neftegaz. ru