Ta niepewność widoczna jest również na innych rynkach finansowych. Dolar nie może obrać jednoznacznego kierunku, bo co prawda gospodarka USA wykazuje coraz wyraźniejsze oznaki zwalniania, co oddala perspektywę dalszych podwyżek stóp, ale i tak wciąż na bezpiecznych inwestycjach w Stanach Zjednoczonych można zarobić znacznie więcej niż w innych rejonach świata. Rentowność obligacji obniża się w tym miesiącu, ale skala spadku w zestawieniu z silnymi oczekiwaniami na koniec zaostrzania polityki pieniężnej jest nieznaczna. Rentowność 10-latek zmniejszyła się od czerwcowego szczytu przy 5,24 proc. o jedynie 0,2 pkt proc. Taka ostrożna reakcja inwestorów z rynku papierów dłużnych to wynik tego, że inflacja w USA jest nadal wysoka, a co więcej w ostatnich miesiącach znów wyraźnie zaczęła przyspieszać (zwłaszcza jeśli chodzi o wskaźnik bazowy, nieuwzględniający cen paliw i żywności). Ceny przez rok podniosły się o 4,3 proc. Inflacja bazowa sięgnęła 2,7 proc., poziomu ostatni raz odnotowanego 4 lata temu.
Rynek nieruchomości stygnie
Z punktu widzenia koniunktury na rynku akcji za oceanem przypisywane aktualnie znaczenie polityce pieniężnej można uznać za przesadzone. Dlaczego akurat od tego, czy dojdzie do 18., czy nawet 19. kolejnej podwyżki stóp i podniosą się one o dalsze 0,25 pkt proc., czy nawet 0,5 pkt proc., miałby zależeć stan amerykańskiej gospodarki i nastroje na giełdzie, skoro 17 wcześniejszych podwyżek dużego wpływu na to nie miały? Tu rzeczywiście sprawa jest niejasna. Z ekonomicznego punktu widzenia można przyjąć, że dopiero teraz gospodarka może zacząć odczuwać skutki dotychczasowych działań Fed. Nie tylko dlatego, że ich konsekwencje są odczuwane dopiero po pewnym czasie, ale także (może przede wszystkim) dlatego, że polityka monetarna restrykcyjna stała się niedawno. Jeszcze jesienią minionego roku realny (po uwzględnieniu inflacji) koszt pieniądza był ujemny. Dwa poprzednie cykle podwyżek stóp kończyły się, gdy realne stopy wynosiły ok. 3 proc., teraz sięgają 1 proc.
Ochłodzenie koniunktury najbardziej jest widoczne na rynku nieruchomości. Ta część gospodarki odpowiada za ok. 14 proc. amerykańskiego PKB. Pogorszenie sytuacji znajduje na razie odbicie głównie w spadku sprzedaży nowych i używanych domów, a także w liczbie rozpoczętych nowych inwestycji. Natomiast w niewielkim stopniu odbiło się na cenach. W przypadku używanych domów został ustanowiony nawet w czerwcu nowy rekord - średnia cena wyniosła 277 tys. USD. Sprzedano przy tym 6,62 mln domów wobec 6,9 mln sztuk średnio w ostatnich 12 miesiącach. Średnia cena nowych domów spadła poniżej 12-miesięcznej średniej, ale o załamaniu nie można mówić.
Konsekwencji dotychczasowych podwyżek stóp trudniej natomiast dopatrzyć się w kondycji amerykańskich spółek. Z danych gromadzonych przez Bloomberg wynika, że wyniki za II kwartał podało już prawie dwie trzecie firm z S&P 500. Wzrost zysku na akcję w porównaniu z II kwartałem 2005 r. w przypadku tej grupy przedsiębiorstw jest nadal dwucyfrowy i wynosi niecałe 19 proc. Według szacunków, po podaniu rezultatów przez resztę firm sięgnie 14,7 proc. Szacunki na III kwartał mówią o blisko 16-proc. poprawie.