Wyjątkowo dużo problemów przysparzają kredyty hipoteczne, w których odsetki naliczane są metodą uśrednioną. Mimo wcześniejszej spłaty, banki żądają zapłaty pełnych odsetek za okres korzystania z kredytu. - Niestety, nie tylko nasze interwencje, ale również sprawy sądowe kończyły się niepomyślnie dla klientów z takimi kredytami - ostrzega A. Filipowicz. - Proponowałabym precyzyjne określenie w umowie z bankiem, w jaki sposób w przypadku wcześniejszej spłaty kredytu dokonane będzie rozliczenie pożyczki oprocentowanej według metody uśrednionej. Zwłaszcza że przedstawiany przez bank harmonogram spłat nie oddaje ostatecznej wartości należnych bankowi odsetek. O wyjaśnienie tej rozbieżności zwracają się do nas zdezorientowani klienci - dodaje.
Upowszechnia się też w bankach (tak jest m.in. w GE Money Bank) wymóg każdorazowego podpisania aneksu do umowy, jeśli klient chce wpłacić więcej niż wynosi miesięczna rata. Tymczasem klienci zapominają o podpisaniu aneksu. Bank w takiej sytuacji i tak żąda odsetek za cały okres umowy. - Oczekiwanej korzyści więc nie ma. Nie ma również szansy na pomyślne załatwienie sprawy, bo informacja o aneksie jest elementem umowy, którą klient podpisał, ale niestety - jak się wciąż nagminnie okazuje - której dokładnie nie przeczytał - tłumaczy przedstawicielka biura stołecznego rzecznika konsumenta.
24 godziny czy 24 tygodnie
Praktyka pokazuje również, że z dużym dystansem należy podejść do deklarowanego przez banki tempa rozpatrywania wniosku kredytowego. Nie można liczyć na podawane w rozmowach terminy. - Osoby, które za dobrą monetę brały deklaracje pracowników, ponosiły szkodę, np. traciły zadatki dane przy zawarciu umów o kupno mieszkania. Właściwie nie ma żadnego sposobu, by bank rozliczyć z "opóźnień" - mówi A. Filipowicz. Zdarza się też, że po tygodniach czekania bank mówi "nie" i nie uzasadnia decyzji. - Choć ma do tego prawo, klienci czują się pokrzywdzeni i również się skarżą. Nic jednak nie możemy zrobić - dodaje.
Nie wierz pracownikom
Spora liczba skarg to efekt nieporozumień lub niedoinformowania klientów przez pracowników banku. Na przykład jeden z klientów Cetelem Banku sądził, że jego pracownicy mówili o odsetkach w wysokości 1,5 proc. w skali roku, podczas gdy chodziło o oprocentowanie miesięczne, co daje 18 proc. rocznie. Klient twierdzi, że gdyby znał rzeczywistą wysokość odsetek, nie zawarłby umowy. Interwencja rzecznika okazała się nieskuteczna. Nie udało się udowodnić, że klient został wprowadzony w błąd.