To było spotkanie robocze, pracujemy nad programem dopłat do ubezpieczeń. Chcemy, by projekt zadowalał rolników, rząd i ubezpieczycieli - wyjaśnia Halina Cieślak, dyrektor Biura Ubezpieczeń Rolnych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych TUW. - Sądzę, że kolejne spotkanie odbędzie się w przyszłym tygodniu - dodaje.
Resort finansów przekazał resortowi rolnictwa trzy scenariusze, jak mogłaby wyglądać pomoc państwa na wypadek suszy. Oba ministerstwa nie chcą jednak ujawniać żadnych sum. Wicepremier i minister rolnictwa Andrzej Lepper żąda, aby same dopłaty do ubezpieczeń wyniosły w przyszłym roku nie mniej niż 500 mln zł.
Spór między rządem a ubezpieczycielami dotyczy między innymi wysokości składki. Ustawa o dopłatach do ubezpieczeń rolniczych, uchwalona w lipcu zeszłego roku, przewiduje, że składka nie może przekroczyć 3,5 proc. wartości ubezpieczanych upraw i 0,5 proc. wartości zwierząt. Dotowane ubezpieczenia sprzedaje pięć firm - PZU, Warta, Allianz, Concordia i TUW. - Przy takiej składce ubezpieczyciele poniosą straty - twierdzi Halina Cieślak. Jak dodaje, według wstępnych szacunków, aby ubezpieczenie się opłacało, składka powinna wynosić co najmniej 8 proc.
Jednym z pomysłów, który mógłby obniżyć składki, jest rozdzielenie ryzyk w oferowanej polisie. Takie rozwiązanie proponuje Polska Izba Ubezpieczeń. W tej chwili ustawa przewiduje, że rolnik będzie ubezpieczony m.in. od suszy, powodzi i gradobicia. - Być może polisa powinna być tak konstruowana, by rolnik mógł sam sobie wybrać, od których ryzyk chce się ubezpieczyć - mówi Cieślak.
Problem ubezpieczycieli dotyczy nie tylko dużego ryzyka, lecz także braku doświadczenia. - Myślę, że rynek ubezpieczeniowy nie jest w stanie sam udźwignąć szkód, spowodowanych suszą - twierdzi Andrzej Janc, specjalista ds. ubezpieczeń rolnych Grupy Concordia. - Ze względu na duże ryzyko wystąpienia suszy w przyszłym roku, nie wykluczam, że objęte ubezpieczeniem zostaną uprawy tylko w niektórych regionach Polski - dodaje.