Reklama

Ustawa wysuszy ubezpieczycieli?

Przedstawiciele ministerstwa rolnictwa i firm ubezpieczeniowych rozmawiali wczoraj na temat dopłat do polis rolniczych. Wspólnego stanowiska jeszcze nie ustalono

Publikacja: 01.08.2006 07:08

To było spotkanie robocze, pracujemy nad programem dopłat do ubezpieczeń. Chcemy, by projekt zadowalał rolników, rząd i ubezpieczycieli - wyjaśnia Halina Cieślak, dyrektor Biura Ubezpieczeń Rolnych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych TUW. - Sądzę, że kolejne spotkanie odbędzie się w przyszłym tygodniu - dodaje.

Resort finansów przekazał resortowi rolnictwa trzy scenariusze, jak mogłaby wyglądać pomoc państwa na wypadek suszy. Oba ministerstwa nie chcą jednak ujawniać żadnych sum. Wicepremier i minister rolnictwa Andrzej Lepper żąda, aby same dopłaty do ubezpieczeń wyniosły w przyszłym roku nie mniej niż 500 mln zł.

Spór między rządem a ubezpieczycielami dotyczy między innymi wysokości składki. Ustawa o dopłatach do ubezpieczeń rolniczych, uchwalona w lipcu zeszłego roku, przewiduje, że składka nie może przekroczyć 3,5 proc. wartości ubezpieczanych upraw i 0,5 proc. wartości zwierząt. Dotowane ubezpieczenia sprzedaje pięć firm - PZU, Warta, Allianz, Concordia i TUW. - Przy takiej składce ubezpieczyciele poniosą straty - twierdzi Halina Cieślak. Jak dodaje, według wstępnych szacunków, aby ubezpieczenie się opłacało, składka powinna wynosić co najmniej 8 proc.

Jednym z pomysłów, który mógłby obniżyć składki, jest rozdzielenie ryzyk w oferowanej polisie. Takie rozwiązanie proponuje Polska Izba Ubezpieczeń. W tej chwili ustawa przewiduje, że rolnik będzie ubezpieczony m.in. od suszy, powodzi i gradobicia. - Być może polisa powinna być tak konstruowana, by rolnik mógł sam sobie wybrać, od których ryzyk chce się ubezpieczyć - mówi Cieślak.

Problem ubezpieczycieli dotyczy nie tylko dużego ryzyka, lecz także braku doświadczenia. - Myślę, że rynek ubezpieczeniowy nie jest w stanie sam udźwignąć szkód, spowodowanych suszą - twierdzi Andrzej Janc, specjalista ds. ubezpieczeń rolnych Grupy Concordia. - Ze względu na duże ryzyko wystąpienia suszy w przyszłym roku, nie wykluczam, że objęte ubezpieczeniem zostaną uprawy tylko w niektórych regionach Polski - dodaje.

Reklama
Reklama

Nie wiadomo, czy lekarstwem na szkody spowodowane suszą będzie obowiązek ubezpieczania upraw, nałożony na rolników. - Termin "obowiązkowe" źle się kojarzy. Wolałbym nazywać je "powszechnymi", z uświadomieniem rolników, z wyjściem z informacją do ludzi - powiedział wczoraj Lepper. Jego zdaniem, akcja informacyjna polegać może np. na wysyłaniu do rolników informacji o ofercie ubezpieczeniowej wraz z kwartalnymi zawiadomieniami KRUS o wysokości składek. Wicepremier potwierdził, że o nowej formie dopłat do ubezpieczeń rozmawiał już z PZU i TUW.

Problem w tym, że rolnicy niechętnie ubezpieczają swoje uprawy. Choć zobowiązani są do płacenia składek OC z tytułu prowadzenia gospodarstwa, i tak tego nie robią. - Myślę, że obowiązkowe ubezpieczenie OC płaci ok. 80 proc. gospodarstw (w Polsce jest 2,7 mln gospodarstw rolnych - red.). Dobrowolnie ubezpiecza się śladowa liczba rolników - twierdzi Halina Cieślak. Choć średnia składka za to ubezpieczenie wynosi ok. 100 zł rocznie, rolnicy często argumentują niepłacenie składek brakiem pieniędzy.

Jednych z lepiej rozwiniętych rynków ubezpieczeń upraw są Stany Zjednoczone. Pierwsze tego typu ubezpieczenia oferowało państwo. Teraz działa tam 16 prywatnych firm ubezpieczeniowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama