Klienci sieci komórkowych nie sięgają po usługę zatrzymania numeru telefonu przy zmianie sieci. Do tej pory sieci Orange i Era przeniosły po ok. 4 tys. numerów, a Plus - 5,4 tys. To bardzo mało, jeśli porówna się z łączną liczbą klientów operatorów - 32,5 mln na koniec czerwca. Sieci komórkowe obawiały się wprowadzenia tej usługi właśnie ze względu na możliwość ucieczki ich klientów do konkurencji. Miała ułatwić abonentom podejmowanie decyzji o zmianie operatora.
Za drogo i za trudno
Zdaniem Andrzeja Piotrowskiego z Centrum im. Adam Smitha, na małe zainteresowanie wprowadzoną na początku roku usługą mają wpływ bariery biurokratyczne. - Klienci muszą przebrnąć przez długą procedurę administracyjną, która powoduje, że w skrajnej sytuacji przez kilka-kilkanaście dni pozostaje bez czynnego telefonu - mówi. Według Tomasza Kulisiewicza, analityka rynku telekomunikacyjnego, istotne są także wysokie opłaty. - Pobierane na początku przez operatorów 120 zł było zbyt wysoką kwotą dla wrażliwego cenowo polskiego abonenta - ocenia. Według niego, nawet po zmniejszeniu ceny o połowę była ona nadal zniechęcająca dla dużej części klientów. - Może nasi operatorzy powinni pójść śladem innych państw i znieść opłaty lub ustalić je na symbolicznym poziomie - zastanawia się.
Jak zauważa ekspert CAS, w innych państwach, tuż po wprowadzeniu usługi, skorzystała z niej duża grupa klientów i dopiero po paru miesiącach normowała się liczba przenoszonych numerów. Najwięcej użytkowników "przeprowadziło się" w Hongkongu (łącznie ponad 6,7 mln, z czego 5 mln w ciągu pierwszych 3 lat), w Wielkiej Brytanii (ponad 3 mln) i Włoszech (1,6 mln), a przeciętnie korzysta z niej od 2 do 5 proc. abonentów.
Nie ma zapotrzebowania