No i stało się. Rafineria Możejki została bez ropy. Przyczyna jest (podobno) naturalna. Jedna z nitek rurociągu "Przyjaźń" - akurat ta, która doprowadzała ropę do Możejek - została poważnie uszkodzona.
Nie można jednak zaprzeczyć, że awaria jest bardzo korzystna dla Rosjan. Zanim Orlen kupił Możejki, ale już wtedy, gdy był poważnym kandydatem, rosyjskie firmy paliwowe - takie jak Łukoil, TNK czy Rosnieft - twierdziły, że dostawy paliwa dla litewskiej rafinerii są nieopłacalne. Nie przeszkadzało to jednak Łukoilowi w staraniach o kupno Możejek. Strona rosyjska nie ukrywała niezadowolenia, kiedy stało się jasne, że to jednak Orlen zwyciężył w wyścigu po Możejki.
Dziwnym zbiegiem okoliczności można nazwać fakt, że dwa miesiące po podpisaniu umowy kupna Możejek przez płocki koncern, rosyjski rurociąg przestał działać. Awaria potwierdza prawdziwość powiedzeń naszego sąsiada ze Wschodu: "cierpliwość panią rzeczy" oraz "jaka przyjaźń, takie życie".
Rosjanie cierpliwie poczekali i doczekali się awarii, która jest im na rękę. Nie można też mówić o przyjaźni polsko-rosyjskiej na tle naszych spornych stanowisk dotyczących dostaw gazu i ropy. Po cichu rosyjskie firmy, które starały się o Możejki (wcześniej należały do Jukosu), mogą teraz powtarzać: "Nie wchodzi się ze swoją regułą do cudzego klasztoru".
Z mądrości narodu rosyjskiego może jednak czerpać i Orlen. Włodarzom płockiej spółki polecam dwa popularne przysłowia rosyjskie: "Żyj w przyjaźni z niedźwiedziem, ale miej też zawsze przy sobie w pogotowiu siekierę" oraz "Co bardziej dokuczy, to rychlej nauczy".