Dość pesymistyczna wymowa wtorkowych notowan położyła się cieniem na wczorajszej sesji. Wprawdzie otwarcie wyglźdało jeszcze w miarę przyzwoicie, ale kolejne minuty handlu pokazały, że może byæ nerwowo. Nawet rosnące giełdy Eurolandu, które pozytywnie przyjęły raporty kwartalne kilku firm, nie były w stanie wesprzeæ naszej strony popytowej. Mimo że przywykli?my do dużych ruchów na indeksach czy kontraktach, to jednak spadek WIG20 o prawie 50 pkt w niecałe pół godziny musiał robić wrażenie. Wprawdzie katastrofalnie niska aktywność inwestorów umniejszała nieco znaczenie tej przeceny, ale mówiąc językiem komentatorów sportowych - to wynik idzie w ?wiat.
Szczególny niepokój budzi fakt, że byki odrabiały stracony dystans w bardzo ?lamazarnym tempie, a gdy wydawało się, że popyt już opanował sytuację, rynek ponownie dynamicznie zawrócił "na południe". W ten sposób domknięta została najbliższa luka hossy (3075-3110 pkt dla WIG20). Nie jest to najlepszym prognostykiem, rośnie bowiem prawdopodobieństwo ataku na kolejną lukę,
zawierającą się w strefie 2934-3001 pkt. Koñcowe podciągnięcie rynku niewiele w tej sytuacji zmieniło.
Poszukiwanie przyczyn słabo?ci GPW w obawach o wyniki dzisiejszego posiedzenia EBC czy Banku Anglii jest czynnością zupełnie bezproduktywną. Na razie podobnie należy traktować doniesienia o huraganie Chris, zmierzającym w kierunku Zatoki Meksykańskiej, a także o ewentualnym strajku w największej kopalni miedzi na ?wiecie, chilijskiej Escondidzie. Jeszcze raz należy podkreślić, że przy tak niskich obrotach bardzo łatwo jest wywołać ruch w pożądanym kierunku, zwłaszcza je?li operuje się jednocze?nie na rynku kasowym i terminowym. Nie buduje to oczywi?cie w żaden sposób zaufania do giełdy, ale sezon urlopowy ma swoje prawa. Dopóki pod względem aktywnościi nic się nie zmieni, dodatkowe ryzyko inwestycyjne zwiźzane z nieprzewidywalnymi i nieuzasadnionymi zmianami kursów będzie zapewne odstraszaæ tych inwestorów, którzy nie odnajdują się najlepiej w tak agresywnej spekulacji.