Nie jestem sadystą ani zatwardziałym niedźwiedziem, ale nie lubię sytuacji, w której byki tak łatwo zdobywają punkty wbrew spływającym informacjom i rynkowemu otoczeniu, jak to miało miejsce pod koniec lipca. Po powrocie z odpoczynku od giełdowego pióra wyrażam więc głośną radość z trwającej sierpniowej korekty, która choć dla wielu inwestorów staje się dotkliwa, to dla zachowania giełdowej logiki była jak najbardziej pożądana.
Bynajmniej jednak nie zamierzam udowadniać tego analizą pojedynczych danych makro, wyników giełdowych spółek czy porównaniem zachowania indeksów na tle rynków regionów i zachodnich parkietów. Często wszystkie te wydarzenia stają się w krótkim terminie szumem informacyjnym, który wpływa jedynie na nastrój na poszczególnych sesji. Warto za to czasem zastanowić się, co zainicjowało ostatnio wzrost. Świadomość tego często lepiej pozwala "zrozumieć" motywy niedźwiedzi.
Jeśli tak spojrzymy na rynek, to zobaczymy, że od 19 lipca do dzisiejszej sesji WIG20 wykonał analogiczny ruch jak w pierwszej połowie lipca. W obu przypadkach rozpoczęło się od bardzo gwałtownego wzrostu (6 VII i 20 VII), a licząc odległość do szczytu intraday obu ruchów to w pierwszym przypadku WIG20 zyskał 265,59 pkt, a w kolejnej fali wzrostowej do szczytu 31 VII - 289,9 pkt. Analogicznie szybko byki te zyski oddawały i analogicznie na razie nie zeszliśmy pod poziom, z którego rozpoczynaliśmy wzrost. Czy to oznacza, że ważna luka hossy się wybroni i byki są teraz ocalone?
Takich wniosków bym nie wyciągał, a porównanie przypomniałem w zupełnie innym celu.
Wróćmy bowiem do "impulsu", który oba ruchy rozpoczął,