Reklama

W Ameryce trwa klincz

Kolejny tydzień nie przyniósł przełomu na amerykańskim parkiecie. Wkrótce wrzesień, najgorszy miesiąc roku dla rynków akcji

Publikacja: 12.08.2006 09:15

Kończy się sezon publikacji wyników za II kwartał. Przyniosły bardzo dobre informacje, ale tak jak od początku 2004 r. nie stały się impulsem do mocniejszego wzrostu. Zachowanie S&P 500 przez miesiąc od opublikowania wyników kwartalnych przez Alcoa, pierwszą spółkę z indeksu DJIA (jest to uznawane za początek sezonu ujawniania raportów) tylko początkowo in minus odbiegało od wzorca występującego od 2004 r. Ostatecznie, tak jak przeciętnie w poprzednich 10 sezonach podawania kwartalnych sprawozdań, S&P 500 przez cztery tygodnie od opublikowania wyników przez Alcoa wzrósł symbolicznie.

Martwi szerokość rynku

Kluczem do rozszyfrowania dalszej koniunktury na giełdzie w USA jest określenie charakteru tego, co dzieje się od początku maja. Czy mamy do czynienia z korekcyjnymi ruchami, podobnymi do tych, które występowały od marca 2004 r., marca 2005 r. i sierpnia 2005 r., czy też tym razem będziemy świadkami trwalszego pogorszenia notowań. Tworzeniu czerwcowego dołka towarzyszyły wszystkie elementy występujące przy końcu trzech poprzednich spadków - podwyższona zmienność, nieznaczne przełamanie 12-miesięcznej średniej kroczącej, spadek 4-tygodniowej i 3-miesięcznej zmiany indeksu w okolice minus 5 proc. Od majowego szczytu przebieg S&P 500 praktycznie powiela to, jak zachowywał się rynek po ukształtowaniu szczytu 7 marca 2005 r.

Podczas trzech poprzednich korekt indeks po 67 sesjach od uformowania szczytu dzieliło ok. 2 proc. Tym razem jest to dwa razy więcej. Dysproporcje widzimy też w przebiegu korekt z 2005 r. w porównaniu z tą z 2004 r., która trwała znacznie dłużej. Sądząc po skali zaniepokojenia inwestorów perspektywą pogorszenia koniunktury gospodarczej trzeba założyć, że odzyskanie "formy" zajmie więcej czasu niż w czasie korekt z 2005 r. Dlatego za punkt odniesienia należy raczej traktować przebieg notowań od wiosny 2004 r.

Porównując obecną sytuację z tamtym okresem widać wyraźną różnicę odnośnie do szerokości rynku. O ile przed ponad dwoma laty 3-miesięczna średnia różnicy między spółkami idącymi na danej sesji w górę i w dół mniej więcej od 50 sesji od szczytu zaczynała się szybko podnosić, to tym razem nadal pozostaje w pobliżu minimum. Znajduje w tym odbicie duża polaryzacja rynku, gdzie w niełasce inwestorów pozostają spółki z branż wrażliwych na wahania koniunktury (technologiczne, przemysłowe, konsumpcyjne), a wzięciem cieszą się w mniejszym stopniu związane z bieżącą kondycją gospodarki, czyli firmy paliwowe, wytwarzające dobra pierwszej potrzeby, i związane z ochroną zdrowia. Niekorzystne proporcje między przedsiębiorstwami, których kursy zyskują i tracą podczas trwającej od połowy czerwca poprawy giełdowych nastrojów, to zły znak dla rynku.

Reklama
Reklama

Podwyższona zmienność

Trwająca korekta coraz bardziej różni się od swoich trzech poprzedniczek zmiennością. Mierzący ją wskaźnik ATR z 5 sesji od połowy maja praktycznie nie spadł poniżej 1 proc., podczas gdy wcześniej ponad ten poziom wychodził jedynie na krótki czas. Po osiągnięciu maksimum w okolicy 1,4 proc. w momencie kształtowania przez S&P 500 dołka korekty szybko zaczynał obniżać się. Teraz tego nie ma, co jest kolejnym potwierdzeniem skali niepewności inwestorów co do dalszej koniunktury. W takiej sytuacji nerwowo reagują na pojawiające się na poszczególnych sesjach informacje. Pochodną tego jest także to, że od pewnego czasu notowania kontraktów terminowych na S&P 500 przed rozpoczęciem sesji w USA zupełnie nie oddają tego, co dzieje się w trakcie dnia i ostatecznego zakończenia notowań. Ostatnio tak było zarówno w środę, kiedy optymizmu inwestorów z rynku terminowego nie podzielono na rynku kasowym, jak i w czwartek, kiedy stało się odwrotnie.Inwestorzy mają problem oceniając napływające informacje przez pryzmat tego, czy zwiększają zagrożenie kolejną podwyżką stóp i czy to dobrze czy źle, że ona nastąpi lub nie. Tak było w przypadku piątkowych danych o sprzedaży detalicznej, które choć lepsze od spodziewanych nie wywołały dużego zadowolenia. Kłopot był również z tym, czy rzeczywiście stanowią argument za podniesieniem kosztów pieniądza, bo 12-miesięczna zmiana była najniższa od dwóch lat, a udział w sprzedaży do rekordowego poziomu 10,5 proc. zwiększyły wydatki na paliwo.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama