Kończy się sezon publikacji wyników za II kwartał. Przyniosły bardzo dobre informacje, ale tak jak od początku 2004 r. nie stały się impulsem do mocniejszego wzrostu. Zachowanie S&P 500 przez miesiąc od opublikowania wyników kwartalnych przez Alcoa, pierwszą spółkę z indeksu DJIA (jest to uznawane za początek sezonu ujawniania raportów) tylko początkowo in minus odbiegało od wzorca występującego od 2004 r. Ostatecznie, tak jak przeciętnie w poprzednich 10 sezonach podawania kwartalnych sprawozdań, S&P 500 przez cztery tygodnie od opublikowania wyników przez Alcoa wzrósł symbolicznie.
Martwi szerokość rynku
Kluczem do rozszyfrowania dalszej koniunktury na giełdzie w USA jest określenie charakteru tego, co dzieje się od początku maja. Czy mamy do czynienia z korekcyjnymi ruchami, podobnymi do tych, które występowały od marca 2004 r., marca 2005 r. i sierpnia 2005 r., czy też tym razem będziemy świadkami trwalszego pogorszenia notowań. Tworzeniu czerwcowego dołka towarzyszyły wszystkie elementy występujące przy końcu trzech poprzednich spadków - podwyższona zmienność, nieznaczne przełamanie 12-miesięcznej średniej kroczącej, spadek 4-tygodniowej i 3-miesięcznej zmiany indeksu w okolice minus 5 proc. Od majowego szczytu przebieg S&P 500 praktycznie powiela to, jak zachowywał się rynek po ukształtowaniu szczytu 7 marca 2005 r.
Podczas trzech poprzednich korekt indeks po 67 sesjach od uformowania szczytu dzieliło ok. 2 proc. Tym razem jest to dwa razy więcej. Dysproporcje widzimy też w przebiegu korekt z 2005 r. w porównaniu z tą z 2004 r., która trwała znacznie dłużej. Sądząc po skali zaniepokojenia inwestorów perspektywą pogorszenia koniunktury gospodarczej trzeba założyć, że odzyskanie "formy" zajmie więcej czasu niż w czasie korekt z 2005 r. Dlatego za punkt odniesienia należy raczej traktować przebieg notowań od wiosny 2004 r.
Porównując obecną sytuację z tamtym okresem widać wyraźną różnicę odnośnie do szerokości rynku. O ile przed ponad dwoma laty 3-miesięczna średnia różnicy między spółkami idącymi na danej sesji w górę i w dół mniej więcej od 50 sesji od szczytu zaczynała się szybko podnosić, to tym razem nadal pozostaje w pobliżu minimum. Znajduje w tym odbicie duża polaryzacja rynku, gdzie w niełasce inwestorów pozostają spółki z branż wrażliwych na wahania koniunktury (technologiczne, przemysłowe, konsumpcyjne), a wzięciem cieszą się w mniejszym stopniu związane z bieżącą kondycją gospodarki, czyli firmy paliwowe, wytwarzające dobra pierwszej potrzeby, i związane z ochroną zdrowia. Niekorzystne proporcje między przedsiębiorstwami, których kursy zyskują i tracą podczas trwającej od połowy czerwca poprawy giełdowych nastrojów, to zły znak dla rynku.