bierność największych inwestorów doprowadziła do sporego rozczarowania
Zapewne większość inwestorów słyszała o wspinaczce giełdowych indeksów po "ścianie strachu". Odwrotnym do tego zjawiskiem jest tzw. schodzenie w "dolinę nadziei". Procesy te raczej odnoszą się do nieco dłuższych okresów niż jedna sesja, ale wczorajsze notowania to przyspieszona prezentacja tego zjawiska.
Nadzieję inwestorom zrobiły poranne publikacje wyników spółek. Wszystkie przekroczyły prognozy analityków i obiektywnie patrząc trudno się do czegoś przyczepić. Wielokrotnie jednak już powtarzałem, że giełda nie jest równaniem z jedną niewiadomą i reakcja na wyniki nie zawsze musi odnosić się do rynkowych prognoz zysków spółek. Potwierdzenie tego inwestorzy mieli niedawno na przełomie lipca i sierpnia, gdy również po dobrych publikacjach rynek nie chciał dalej rosnąć.
Pierwszym ostrzeżeniem, że w piątek może być podobnie, były obroty. Na początku notowań sesja wyglądała tak, jakby nie było żadnych wyników. Nie było widać większych zleceń z funduszy, nawet na PKO BP czy PKN. Bardzo nietypowe zachowanie rynku. Drugie ostrzeżenie, niejako potwierdzenie bierności funduszy, przyszło ze strony koszyków zleceń, które wyciągnęły WIG20 i kontrakty na sesyjne szczyty i dodatkowo rozbudziły nadzieję na euforyczną sesję. Czy koszyki przynoszą
trwałe ruchy? Na to pytanie odpowiedziały już sesja środowa i czwartkowa.