Drugi dzień z rzędu informacje Departamentu Pracy USA przykuły największą uwagę inwestorów. Po środowym optymistycznym raporcie o niewielkiej zwyżce amerykańskich cen na poziomie producentów, wczoraj pokazały się dane dotyczące cen konsumentów. Ogółem wzrosły za oceanem w lipcu o 0,4 proc., natomiast z pominięciem żywności i energii tylko o 0,2 proc., najmniej od lutego. Mimo że takich właśnie danych spodziewali się ekonomiści, rynek zareagował na nie bardzo pozytywnie. Utrzymanie inflacji w ryzach oznacza bowiem, że Rezerwa Federalna może stracić argument do dalszych podwyżek stóp procentowych. W wyniku publikacji raportu we Frankfurcie i Paryżu po porannym letargu indeksy wyszły na blisko półprocentowy plus. W Londynie rynek odrobił prawie cały poranny spadek, którego główną przyczyną było odłączenie prawa do dywidendy w przypadku akcji takich spółek, jak m.in. HSBC, Barclays i Aviva. Ogólnoeuropejski wskaźnik Dow Jones Stoxx 600 wzbił się wczoraj o kolejne 0,3 proc. (choć w trakcie dnia tyle samo tracił) i zrobił następny kroczek w kierunku majowego szczytu. Wśród poszczególnych spółek znów powodzeniem cieszyli się przedstawiciele sektora finansowego. Akcje UBS i Deutsche Banku wzrosły po ponad 1 proc. Kupowano też chętnie papiery spółek z branży high-tech, m.in. fińskiej Nokii i niemieckiego koncernu informatycznego SAP. Według analityków, ich wyceny są atrakcyjne - uwzględniają bowiem "twarde lądowanie" światowej gospodarki, którego zapewne da się uniknąć w wypadku utrzymania inflacji pod kontrolą. A jak na dane o cenach zareagowali inwestorzy na Wall Street? Tuż po otwarciu najważniejsze indeksy podskoczyły po kilka dziesiątych procent. Wśród najbardziej pożądanych spółek znalazła się produkująca układy elektroniczne do telefonów komórkowych firma Qualcomm, po której analitycy Merrill Lynch spodziewają się stałej poprawy wyników finansowych. Po rekomendacji "kupuj" od Banc of America Securities rosły też akcje General Electric.