Środowa sesja była trzecią z rzędu, na której spadały ceny ropy naftowej. Utrzymywanie się zawieszenia ognia między Izraelem i Hezbollahem zmniejszyło obawy o regularność i wielkość dostaw ropy na światowy rynek, a ze Stanów Zjednoczonych, które zużywają najwięcej ropy na świecie, napływają informacje świadczące o spowolnieniu tempa wzrostu tamtejszej gospodarki. Ważna dla uspokojenia nastrojów wokół Bliskiego Wschodu, skąd pochodzi jedna trzecia ropy dostarczanej na rynek międzynarodowy, okazała się deklaracja Organizacji Narodów Zjednoczonych, że w ciągu 2 tygodni zamierza ona wysłać do południowego Libanu 3,5 tys. żołnierzy, którzy mają nadzorować z trudem wynegocjowany rozejm po miesiącu zaciętych walk. Indeks bazowych cen konsumpcyjnych w USA wzrósł w lipcu najmniej od lutego. Spadek liczby rozpoczętych budów, a zwłaszcza liczby pozwoleń na budowę, też oznacza, że amerykańska gospodarka zaczyna zwalniać, co zapowiada zmniejszenie popytu na ropę naftową i jej produkty. Pierwsze, jeszcze nieśmiałe, sygnały schładzania koniunktury nadchodzą też w tym tygodniu z Chin.
Między innymi dlatego OPEC obniżył swoją tegoroczną prognozę popytu na ropę naftową. Średnio ma on wynieść 84,5 mln baryłek dziennie, o 80 tys. baryłek mniej niż organizacja ta przewidywała jeszcze przed miesiącem.
Za baryłkę ropy Brent z dostawą we wrześniu w Londynie płacono wczoraj po południu 73,19 USD. Przed tygodniem na zamknięciu sesji baryłka kosztowała 77,28 USD.