Reklama

Najlepszy okres w tym roku

Publikacja: 19.08.2006 08:56

Ostatnie cztery tygodnie na giełdzie amerykańskiej były najlepsze od listopada 2005 r. To sugeruje rychły atak S&P 500 na tegoroczny szczyt

Mimo wyraęnych oznak zwolnienia amerykańskiej gospodarki zachowanie tamtejszej giełdy w dalszym ciągu nie odbiega od wzorca powstałego od początków 2004 r. Przebieg S&P 500 od majowego szczytu jest prawie idealną kopią tego, co obserwowaliśmy po ukształtowaniu górki w marcu 2005 r. W czasie wszystkich spadkowych korekt, jakie wystąpiły w Stanach Zjednoczonych od 2004 r. po 72 sesjach od szczytu (tyle właśnie upłynęło od majowej górki), S&P 500 tracił od niego 1-2 proc., czyli tyle co teraz.

Ropa czy stopy?

W większości komentarzy poprawę notowań w Ameryce wiązano z rosnącym przekonaniem o zakończeniu cyklu podwyżek stóp procentowych. Wzmacniały je kolejne dane potwierdzające schładzanie gospodarki. W ostatnim tygodniu praktycznie wszystkie informacje o aktywności gospodarki były słabsze od spodziewanych (NY Empire State Index, zezwolenia na budowę, liczba rozpoczętych budów, produkcja przemysłowa i wykorzystanie mocy, wskaźniki wyprzedzające koniunktury). Mimo wzrostu w lipcu do 2,7 proc. w skali rocznej inflacji bazowej CPI, czyli poziomu ostatni raz notowanego w 2001 r., dobrze przyjęte zostały dane o zmianie cen w gospodarce. Inwestorzy ewidentnie dają wyraz wierze, że schłodzenie tempa rozwoju ograniczy presję cenową. Brakuje tu jednak konsekwencji. Skoro notowane w lipcu spowolnienie nie doprowadziło do spadku inflacji bazowej (obejmujący wszystkie ceny wskaźnik CPI obniżył się, ale i tak jest wysoki - 4,2 proc.), to albo potrzebna będzie kolejna podwyżka kosztów pieniądza, albo w najbliższych tygodniach gospodarka będzie musiała wykazywać jeszcze silniejsze oznaki słabnięcia.

Taki scenariusz wyraźnie zaczyna przemawiać do wyobraźni inwestorów z rynku towarów. Indeks CRB stracił przez tydzień prawie 4 proc., głównie za sprawą paliw. Jego notowania znalazły się na wysokości 12--miesięcznej średniej kroczącej, poniżej której nie znalazł się ani razu przez ostatnie 4,5 roku. Ewentualny spadek byłby wyraźnym ostrzeżeniem przed trwalszym pogorszeniem koniunktury. Symptomatyczne jest to, że najsłabszą grupą surowców są paliwa, a ropa tanieje w tradycyjnie najlepszym okresie do wzrostu cen. Od 1990 r. sierpień (zresztą tak samo jak wrzesień) jedynie w pięciu przypadkach przyniósł spadek notowań. Od 1999 r. nastąpił tylko raz. W sierpniu 2004 r. wyniósł 1 proc.

Reklama
Reklama

Taki obrót spraw na rynku ropy może trochę zaskakiwać, bo ostatnio znów zaczęły powracać spekulacje o dotarciu ceny baryłki w okolice 100 USD. Stąd korzystną atmosferę na giełdach na równi z nadziejami na koniec podwyżek stóp trzeba wiązać z niższą ceną paliw. Mają szansę zmniejszyć presję inflacyjną, ale to dalsza perspektywa, bo na razie podtrzymywać ją będą konsekwencje dotychczasowego wzrostu.

Dolar niekoniecznie będzie słabnąć

Z punktu widzenia rynku towarów istotne znaczenie ma kondycja dolara. Aktualnie przeważają oczekiwania, że koniec zaostrzania polityki pieniężnej w USA przyniesie jego osłabienie. Rzeczywiście przez ostatnie 4 tygodnie wartość dolara do koszyka głównych walut obniżyła się o ok. 2 proc., ale przez ostatnie trzy miesiące podniosła się nieznacznie. Trudno więc tu mówić o mocnej reakcji. Tym bardziej że nie doszło do zakończenia trwającej od trzech miesięcy konsolidacji.

Przeciwko mocniejszej deprecjacji dolara przemawia fakt, że nawet gdy rzeczywiście cykl podwyżek się już zakończył, to i tak poziom stóp w Ameryce będzie pozostawał na razie wyraźnie wyższy niż w Wielkiej Brytanii, strefie euro, nie mówiąc o Japonii. Jednocześnie malejąca dynamika wzrostu ceny ropy (przez ostatnie 12 miesięcy jedynie 11 proc., co oznacza najwolniejsze tempo ruchu w górę od marca 2004 r.) powinna prowadzić do poprawy bilansu handlowego. Dlaczego? W ostatnich miesiącach szybko rósł deficyt z krajami OPEC. W ostatnich 12 miesiącach odpowiadał średnio za 12,5 proc. całego deficytu, w czerwcu było to aż 14,3 proc. wobec 11,8 proc. rok wcześniej.

Groźba osłabienia notowań ropy ma też istotne znaczenie z punktu widzenia kondycji rynków wschodzących. Sektor paliwowy był przez ostatnie miesiące głównym motorem napędowym zwyżki. Ceny akcji spółek tego sektora podniosły się przez ostatnie 12 miesięcy o 46,6 proc. wobec wzrostu o 30,5 proc., jaki odnotował indeks walorów z emerging markets. Firmy informatyczne zyskały w tym czasie 22,1 proc., finansowe 30,8 proc., a wytwarzające materiały do produkcji (w skład tej branży wchodzą głównie przedsiębiorstwa wydobywcze) 39 proc. Jednocześnie w przypadku firm paliwowych z rynków wschodzących widać największą różnicę 12-miesięcznej stopy zwrotu w porównaniu z rynkami dojrzałymi, gdzie wynosi ona jedynie 13,7 proc. Dla trzech pozostałych sektorów, wspomnianych wyżej, ta dysproporcja jest znacznie mniejsza. Taka sytuacja będzie wywierać silną presję na papiery przedsiębiorstw paliwowych z emerging markets w razie dalszej zniżki ceny ropy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama