Ostatnie cztery tygodnie na giełdzie amerykańskiej były najlepsze od listopada 2005 r. To sugeruje rychły atak S&P 500 na tegoroczny szczyt
Mimo wyraęnych oznak zwolnienia amerykańskiej gospodarki zachowanie tamtejszej giełdy w dalszym ciągu nie odbiega od wzorca powstałego od początków 2004 r. Przebieg S&P 500 od majowego szczytu jest prawie idealną kopią tego, co obserwowaliśmy po ukształtowaniu górki w marcu 2005 r. W czasie wszystkich spadkowych korekt, jakie wystąpiły w Stanach Zjednoczonych od 2004 r. po 72 sesjach od szczytu (tyle właśnie upłynęło od majowej górki), S&P 500 tracił od niego 1-2 proc., czyli tyle co teraz.
Ropa czy stopy?
W większości komentarzy poprawę notowań w Ameryce wiązano z rosnącym przekonaniem o zakończeniu cyklu podwyżek stóp procentowych. Wzmacniały je kolejne dane potwierdzające schładzanie gospodarki. W ostatnim tygodniu praktycznie wszystkie informacje o aktywności gospodarki były słabsze od spodziewanych (NY Empire State Index, zezwolenia na budowę, liczba rozpoczętych budów, produkcja przemysłowa i wykorzystanie mocy, wskaźniki wyprzedzające koniunktury). Mimo wzrostu w lipcu do 2,7 proc. w skali rocznej inflacji bazowej CPI, czyli poziomu ostatni raz notowanego w 2001 r., dobrze przyjęte zostały dane o zmianie cen w gospodarce. Inwestorzy ewidentnie dają wyraz wierze, że schłodzenie tempa rozwoju ograniczy presję cenową. Brakuje tu jednak konsekwencji. Skoro notowane w lipcu spowolnienie nie doprowadziło do spadku inflacji bazowej (obejmujący wszystkie ceny wskaźnik CPI obniżył się, ale i tak jest wysoki - 4,2 proc.), to albo potrzebna będzie kolejna podwyżka kosztów pieniądza, albo w najbliższych tygodniach gospodarka będzie musiała wykazywać jeszcze silniejsze oznaki słabnięcia.
Taki scenariusz wyraźnie zaczyna przemawiać do wyobraźni inwestorów z rynku towarów. Indeks CRB stracił przez tydzień prawie 4 proc., głównie za sprawą paliw. Jego notowania znalazły się na wysokości 12--miesięcznej średniej kroczącej, poniżej której nie znalazł się ani razu przez ostatnie 4,5 roku. Ewentualny spadek byłby wyraźnym ostrzeżeniem przed trwalszym pogorszeniem koniunktury. Symptomatyczne jest to, że najsłabszą grupą surowców są paliwa, a ropa tanieje w tradycyjnie najlepszym okresie do wzrostu cen. Od 1990 r. sierpień (zresztą tak samo jak wrzesień) jedynie w pięciu przypadkach przyniósł spadek notowań. Od 1999 r. nastąpił tylko raz. W sierpniu 2004 r. wyniósł 1 proc.