W minionym tygodniu cena miedzi na londyńskiej giełdzie ulegała wyjątkowo znacznym wahaniom. Przyczyną zarówno środowej zniżki o 5,3 proc., jak i piątkowego wzrostu o 3,2 proc. były wiadomości z chilijskiej kopalni Escondida, największej na świecie.
W ub.r. jej udział w globalnym wydobyciu wynosił 8,5 proc., w I półroczu br. spadł wprawdzie do
7 proc., ale nie osłabiło to pozycji Escondidy wśród liderów tego rynku. Strajk w tej kopalni trwał od
7 sierpnia, wydobycie spadło o trzy piąte, ale wciąż była nadzieja na zakończenie sporu o podłożu płacowym. Zwłaszcza że w środę związki zawodowe zmniejszyły żądania podniesienia płac do 10, z 13 pkt proc. powyżej stopy inflacji.
Zarząd australijskiej spółki BHP Billitom, która ma 57,5 proc. udziałów w kopalni, odrzucił te żądania. Wtedy górnicy zdecydowali się na zablokowanie kopalni, na co zarząd zareagował jej zamknięciem. Doszło do zamieszek.