W komentarzu przed tygodniem pisałem o powstającej na wykresie S&P 500 formacji mogącej zapowiadać zwyżkę. Chodziło o zwyżkujący trójkąt, który kształtował się od połowy czerwca. Zastąpił on powstającą wcześniej odwróconą głowę z ramionami, która również zapowiadała wzrost S&P 500. Ten układ techniczny został jednak z formalnego punktu widzenia unieważniony spadkiem indeksu poniżej linię szyi w drugim tygodniu sierpnia. W każdym razie trójkąt zwyżkujący okazał się dobrą wskazówką. Już we wtorek S&P 500 przebił opór wynikający z górnego ramienia trójkąta, a jednocześnie podwójnego szczytu na poziomie 1280 pkt. Kolejne dni przyniosły potwierdzenie tego wybicia w górę. W gąszczu spekulacji na temat wzrostu gospodarczego, inflacji i polityki Fedu analiza techniczna nie okazała się jak widać bezużyteczna. Potencjał wzrostowy wynikający z trójkąta zwyżkującego, jak też wcześniejszej odwróconej głowy z ramionami jest na tyle duży, by pozwolił głównemu amerykańskiemu indeksowi powrócić do majowego szczytu (1326 pkt) w perspektywie kilku tygodni. Pewien problem polega jednak na tym, czy można liczyć na potencjał wynikający ze wspomnianego trójkąta z tego względu, że powstał on w dość nietypowych jak na tę formację okolicznościach. Otóż zazwyczaj jest to formacja kontynuacji trendu wzrostowego, a w tym przypadku dotychczasowy trend był spadkowy. W związku z tym powrót S&P 500 do szczytu nie jest taki pewny. O tym, że ostatnie pozytywne sygnały na wykresie S&P 500 mogą mimo to zapowiadać ocieplenie nastrojów w perspektywie tygodni, świadczy też mocne zachowanie Nasdaqa Composite. Przebił on ponadtrzymiesięczną linię trendu spadkowego. Wreszcie zaczęła też rosnąć siła relatywna Nasdaqa względem S&P 500, którą można traktować jako barometr sytuacji na całym amerykańskim rynku. Najbliższym testem powracającej siły spółek technologicznych będzie atak na lokalny szczyt z 3 lipca

- 2190 pkt.