Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 20.08.2006 08:50

Marek Pryzmont

Kolejny tydzień WIG20 kręcił się w pobliżu 3000 pkt., ale tym razem część

inwestorów mogła być tym faktem nieco zirytowana, gdy patrzyła na

systematyczny wzrost amerykańskich indeksów. Wszystkie sesje w tym tygodniu

zakończyły się w Stanach na plusach - Dow Jones zyskał 2,6 proc., S&P500 2,8

Reklama
Reklama

proc. Oba indeksy są na poziomach najwyższych od początku maja. Z kolei

Nasdaq zyskał aż 5,2 proc. i jest to największy wzrost od ponad czterech

lat. Na polskim parkiecie od początku sierpniowej wyprzedaży indeksy nie

mogą znaleźć kierunku, a korelacja z amerykańskimi indeksami jest jedynie na

otwarcie notowań. Na powody takiego zachowania GPW oraz pozostałych emerging

markets wpływa dziesiątki powodów, których wszystkich nie sposób tutaj

Reklama
Reklama

wymienić. Zostawmy więc na chwilę dane makro, czy choćby analizę

międzyrynkową. Spójrzmy na zachowanie rynku amerykańskiego i polskiego pod

kątem nastrojów inwestorów.

Oczywiście wszyscy od razu myślą o Wigometrze. Nawet bym o nim nie

wspomniał, gdyż wielokrotnie już pisałem, że forma tej ankiety

(prognozowanie zmian indeksu na konkretny dzień w krótkim okresie czasu)

Reklama
Reklama

bardzo ogranicza możliwość wyciągania wiarygodnych wniosków w dłuższym

terminie. Przy czym należy jeszcze pamiętać, by uwzględniać tylko skrajne

wartości, lub gwałtowne zmiany. Ale właśnie fakt rekordowego odsetka

pesymistów w tym tygodniu zmusza choćby do wzmianki o tym wskaźniku. Spadku

oczekuje aż 71 proc. badanych. a wartość Wigometru wynosi minus 59 pkt.

Reklama
Reklama

W nieco dłuższym terminie kontrarianie nie mają już takiego paliwa pod

wzrosty. Tutaj patrzę często na saldo prognozy oraz saldo oceny popytu na

akcje, które podaje Pentor podczas comiesięcznego sondażu przeprowadzanego

wśród blisko 200 placówek bankowych (Pengab). Sierpniowy sondaż

przeprowadzony był w dniach 3-8 bm. czyli już po wyprzedaży i choć to

Reklama
Reklama

odległy termin od dzisiejszej daty, to warto na chwilę do niego wrócić, tym

bardziej, że ostatnie wydarzenia na rynkach finansowych nie przyniosły

żadnych dynamicznych zmian.

Wyniki przeprowadzonej ankiety interpretować należy podobnie jak Wigometr.

Im niższe prognozy i oceny, tym wzrosty na GPW są bardziej prawdopodobne.

Reklama
Reklama

Skuteczność tego (anty)wskaźnika jest dość wysoka, co wielokrotnie tutaj już

pokazywałem, a o czym raz jeszcze mogliśmy się przekonać choćby w czerwcu,

gdy saldo prognozy spadło do 20 pkt. (najniżej od listopada 2005 r.) a saldo

oceny z 31 do -9 pkt. (!). Tak wyraźne pogorszenie nastrojów samo w sobie

wymusiło odreagowanie. W sierpniu saldo prognozy wynosi 31 pkt., a saldo

oceny 20 pkt. To wartości neutralne i dające największe szanse na

konsolidację, która zresztą trwa już dwa tygodnie. Średnia z ostatnich 24

miesięcy dla tych wskaźników to odpowiednio 30,9 pkt. i 23,4 pkt. Czyli

męczymy się dalej.

W Stanach sytuacja prezentuje się zupełnie inaczej i to jest też jednym z

powodów, dla którego amerykańskie indeksy pomimo fatalnych wiadomości

spływających na rynek mogły w ostatnich tygodniach zachowywać się znacznie

lepiej od rynków wschodzących. W ankiecie Investors Intelligence liczba

byków w ostatnim tygodniu miała wartość 40,9 proc. podczas gdy liczba

niedźwiedzi 36,6 proc. Historycznie patrząc, są to bardzo pesymistyczne

wartości wskaźnika. Amerykańscy inwestorzy znani są z optymistycznego

nastawienia do rynku akcji i wystarczy powiedzieć, że obecnie notowana

liczba niedźwiedzi ostatni raz tak wysoką wartość osiągnęła na początku 2003

roku. Liczba byków dno wprawdzie zanotowała 21 czerwca tego roku na poziomie

35,6 pkt. (pierwsze i jedyne od prawie 4 lat zrównanie liczby byków i

niedlikowany w ostatni piątek

indeks Uniwersytetu Michigan, który mocno rozczarował. Zamiast oczekiwanego

niewielkiego spadku z 84,7 do 83,8 pkt. w sierpniu (średnia wartość indeksu

od roku 1978 wynosi 88,1 pkt.) było jedynie 78,7 pkt. (najniższa prognoza

ankietowanych 53 banków zakładała 80 pkt.). Konsumenci panicznie

przestraszyli się inflacji i oczekiwania inflacyjne gwałtownie wzrosły.

Jeszcze miesiąc temu w następnych 12 miesiącach oczekiwano inflacji na

poziomie 3,2 proc. a teraz już 4,2 proc. Nie zmieni to polityki Fed, co

potwierdziła już piątkowa reakcja rynku obligacji (rentowność 10-latek

spadła na nowe dołki 4,835 proc.), ale dobrze obrazuje to nastroje w

Stanach. Inwestorzy na rynku akcji mają podobne obawy.

Gdyby opierać się tylko na opisanych wyżej wskaźnikach sentymentu i pominąć

sferę makro, to wniosek jaki płynie z takiego odczytu sentymentu jest dla

amerykańskich akcji optymistyczny. Tylko jak pogodzić to wszystko z coraz

wyraźniejszym spowolnieniem gospodarki już nie tylko amerykańskiej, ale i

światowej ? Parafrazując Stephena Roach`a (patrz akapit niżej) - ten

nadmierny i niespotykany od 2003 r. pesymizm inwestorów pozwoli groźnie

rozchwianym amerykańskim rynkom akcji kupić sobie trochę czasu, zanim efekty

powrotu do normalnej polityki monetarnej przez banki centralne zakończą

wspieranie spekulacyjnych baniek.

Na koniec polecam wszystkim lekturę artykułu autorstwa Stephen`a Roach,

ekonomisty banku Morgan Stanley, który w ostatnim tygodniu opublikował w

Financial Times artykuł "Not Much Fizz Left in the Global Economy" (dostępny

m.in. na stronach banku). Tekst można podsumować jako wyznaczenie szczytu

czteroletniego, największego od początku lat 70-tych, światowego boomu

gospodarczego. Argumentów wszystkich wymienić nie sposób, choć jak

powszechnie wiadomo lawinę spowolnienia uruchamia zawsze amerykański

konsument, a pustkę po jego wydatkach w światowej gospodarce na obecnym

etapie nie zapełni ani Europa, ani przegrzane Chiny, czy za mała Japonia lub

Indie. Przez lata wszyscy powtarzali, że "globalny boom wspierała nadmierna

płynność rynków finansowych, która była konsekwencją działań

antydeflacyjnych, podejmowanych przez największe banki centralne". Roach

przypomina, że ten boom miał też drugą stronę medalu - globalną nierównowagę

o bezprecedensowej skali. "Nadmierna płynność pozwoliła temu groźnie

zachwianemu światu kupić trochę czasu. Kiedy banki centralne powróciły do

normalnej polityki monetarnej, ten czas zaczął się kończyć".

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama