Aktualny program umożliwia przyjęcie euro najwcześniej w 2011 r. - powiedział w środę minister finansów Janos Veres. Jego zdaniem, decydujący będzie rok 2009, kiedy Węgry mają szansę spełnić kryteria wstępu do strefy euro, określone w traktacie z Maastricht, dotyczące poziomu deficytu budżetowego, inflacji, długu publicznego. Veres jest chyba zbyt dużym optymistą.
Zadanie ponad siły
W lipcu rząd Ferenca Gyurcsanya zrezygnował z przystąpienia do strefy euro do 2010 r., gdyż uznał, że nie zdoła w odpowiednim czasie zmniejszyć deficytu budżetowego, tak by nie przekraczał on dopuszczalnych 3 proc. produktu krajowego brutto. Obecnie Węgry pod tym względem są najgorsze w całej Unii Europejskiej. Do 2009 r. chcą zredukować wielkość deficytu z obecnych 11,6 proc. (prognoza na ten rok) do 3,2 proc. Relacja długu publicznego do PKB powinna wówczas wynieść 70,8 proc., podczas gdy maksymalny próg to 60 proc. PKB.
Po rezygnacji determinacja
Szef rządu węgierskiego podczas wtorkowej konferencji w parlamencie zapewniał o wielkiej determinacji w dążeniu do osiągnięcia tych celów. Reakcja rynku walutowego była pozytywna, gdyż forint tego dnia zyskał 0,7 proc. Jednak rezygnacja z wcześniejszego przystąpienia do strefy euro i prognozy deficytu budżetowego zostały krytycznie skomentowane przez wielu analityków. "Z opublikowanych prognoz wysokości deficytu budżetowego wynika, że w 2010 r. deficyt wyniesie 2,7 proc., a więc najwcześniej Węgry będą mogły przystąpić do strefy euro w 2012 roku" - napisał w raporcie Silja Sepping, analityk Lehman Brothers.