Wczoraj mieliśmy kolejną, trzecią w tym tygodniu, nudną sesję. Trzeba pamiętać, że konsolidacja trwa już znacznie dłużej. W długim terminie cały obecny rok to jedna wielka konsolidacja. W średnim nie jest lepiej, bo właściwie od początku lipca jesteśmy na podobnym poziomie. Wreszcie w krótkim terminie także od prawie trzech tygodni stoimy w miejscu. Rozpiętość cenowa sesji oraz aktywność, jaka w czasie trwania tej sesji wystąpiła, nie pozwalają na żadne dodatkowe wnioski poza tym, które już znamy. Konsolidacja sprawia, że każda zmiana cen powinna być przyjmowana z pokerową twarzą. Nic nie ma znaczenia, póki nie dojdzie do wybicia. Końcówka sesji ponownie była wzrostowa. Tak jak niewiele to znaczyło we wtorek, tak i tym razem należy do tego ruchu podchodzić z rezerwą. Przy takiej aktywności z rynkiem można zrobić, co się chce bardzo małym kosztem. Z pewnością takie zachowanie nie powinno budzić poważniejszych nadziei.

Dane z USA publikowane tuż przed zamknięciem naszych notowań okazały się słabe. Spadek wielkości sprzedaży domów na rynku wtórnym o ponad 4 proc. to znacznie więcej, niż oczekiwano.

W stosunku do ubiegłego roku jest to spadek o ponad 11 proc. Oczywiście nie są to dane tragiczne, ale myślę, że wkrótce będą przywoływane jako argumenty za spowolnieniem gospodarczym, jakie jest obecnie oczekiwane, a które ma być skutkiem poprzednich podwyżek stóp procentowych. Każdy bowiem ma świadomość, że efekt podwyżek jeszcze nie w pełni się ujawnił. Między decyzją komitetu otwartego rynku (FOMC) a reakcją gospodarki musi minąć kilka miesięcy, zanim jej skutek w pełni się uwidoczni. Ostatnie podwyżki były zupełnie niedawno i teraz pozostaje tylko czekać na ich efekt. Czekać z niepokojem, bo problem inflacji przecież nie zniknął i być może będą potrzebne kolejne podwyżki, co zasugerował we wtorek szef chicagowskiego

banku rezerwy federalnej Michael Moskow.

Warto zwrócić uwagę na reakcję amerykańskiego rynku akcji na te słabsze dane. Najpierw rynek starym zwyczajem ruszył do góry. Tu pobrzmiewały jeszcze echa radości z mniejszych szans na podwyżki. Szybko jednak do głosu doszedł rozsądek. Indeksy zanurkowały. Tym razem przeważył już strach, że gospodarka słabnie i może słabnąć nadal. To nie są kluczowe dane. Można się obawiać, co się wydarzy, gdy te kluczowe też będą słabe.