Wczorajszy spadek to punkt dla podaży w walce o zakończenie sierpniowego marazmu. Na wstępie - proszę wybaczyć, że zajmę się analizą wykresu w wybitnie krótkoterminowej perspektywie. W średnim terminie wciąż jest tak samo i nie ma tutaj za bardzo co się rozpisywać. WIG20 w dalszym ciągu tkwi w konsolidacji, między majowym szczytem (3 347,8 pkt) i czerwcowym dołkiem (2536,9 pkt). Wykres indeksu znajduje się niemal w połowie tego przedziału.

Perspektywa krótkoterminowa wygląda trochę bardziej interesująco, choć wciąż cieniem na wszelkich sygnałach kładą się niskie obroty. Choć wczoraj były wyższe niż we wtorek i w środę, to jednak dla spółek z WIG20 nieznacznie tylko przekroczyły 500 mln zł. Niepewność związaną ze stosowaniem analizy technicznej w krótkim terminie wzmacnia dodatkowo to, że właśnie w perspektywie krótkoterminowej wyciąganie wniosków z wyglądu wykresu obarczone jest największym błędem. Trochę to zatem wróżenie z fusów, być może warto poczekać na jakieś wyraźniejsze sygnały.

Te, które można dostrzec, przemawiają na korzyść niedźwiedzi. Po pierwsze, przebicie spadkowej linii trendu, obejmującej pierwsze dwa tygodnie sierpnia, nie przyniosło dalszego wzrostu kursów. Wyjście ponad lokalny szczyt z 16 sierpnia okazało się zwodniczym sygnałem. To podobna sytuacja, jak w pierwszej dekadzie sierpnia. Wtedy również wyjście ponad lokalny wierzchołek z 4 sierpnia nie przyniosło kontynuacji wzrostu, ale szybki powrót do spadku. Inna sprawa, że trwał ona zaledwie jedną sesję, po czym rozpoczęliśmy obecną konsolidację.

Zatrzymanie zwyżki we wtorek na poziomie 2990 pkt sprawiło, że nie została złamana struktura trendu spadkowego, zapoczątkowanego 1 sierpnia. Do wystąpienia pełnego, krótkoterminowego sygnału sprzedaży zabrakło spadku poniżej lokalnego dołka z 11 sierpnia, a najlepiej złamania wsparcia, wyznaczanego przez minimum z 17 lipca na 2 866,9 pkt. Niemniej wczorajsza sesja przybliża WIG20 do wybicia z marazmu dołem i tym samym rozpoczęcia ruchu w kierunku czerwcowego minimum.