Decyzja o utrzymaniu stopy funduszy federalnych na niezmienionym poziomie 5,25 proc., podjęta przez Fed na sierpniowym posiedzeniu, nie stanowiła zaskoczenia dla rynków finansowych. Stopniowe łagodzenie tonu komentarzy przygotowało inwestorów na takie rozwiązanie. Nie można jednak powiedzieć, że decyzja ta rozwiała wszelkie wątpliwości dotyczące kształtu polityki pieniężnej w USA. Tym bardziej że w ostatni wtorek przedstawiciel Fedu w Chicago Michael Moskow stwierdził, że możliwe są dalsze podwyżki stóp w celu powstrzymania inflacji.
Pod koniec lipca rynek nabrał przeświadczenia, że w sierpniu dojdzie do przerwy w cyklu podwyżek. Była to reakcja na wystąpienie prezesa Fedu Bena Bernanke przed Kongresem, podczas którego przedstawił on dosyć pesymistyczne prognozy makroekonomiczne (przewidują spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego oraz towarzyszący mu spadek inflacji bazowej do 2 - 2,25 proc.). W świetle tych prognoz rynek zwrócił mniejszą uwagę na publikację tzw. beige book, czyli raportu Fedu poświęconego kondycji amerykańskiej gospodarki. Raport ten potwierdzał oznaki postępującego spowolnienia gospodarczego. Zaznaczono w nim również, że pewne sygnały wskazują na ryzyko wzrostu presji cenowej na skutek przerzucania przez producentów rosnących kosztów produkcji i sprzedaży na konsumentów.
Dane makroekonomiczne za II kwartał 2006 roku potwierdziły postępujące spowolnienie gospodarki USA. Wzrost PKB spadł do 2,5 proc. w ujęciu rocznym z 5,6 proc. w I kwartale, na co złożyło się zarówno osłabienie wydatków konsumpcyjnych (do 2,5 proc. z 4,8 proc. w I kwartale), jak i inwestycji (do 2,7 proc. z 13,7 proc.). Jednocześnie jednak wskaźnik inflacji oparty na wydatkach konsumentów (PCE) zanotował wzrost o 4,1 proc. w ujęciu rok do roku, po wzroście o 2,1 proc. w I kwartale. Co więcej, indeks bazowy po wyłączeniu cen żywności i energii, uważany przez Fed za najlepszy miernik presji inflacyjnej, wzrósł o 2,9 proc. wobec 2,1 proc. kwartał wcześniej. Wydaje się to potwierdzać scenariusz, przed którym przestrzegała "beżowa księga". Jeżeli w kolejnych miesiącach inflacja bazowa w wyraźny sposób będzie przekraczała 2 proc., to możliwe, że czekają nas kolejne podwyżki stóp procentowych w USA.
Niepewność co do decyzji Fedu w najbliższych kilku miesiącach może mieć istotne znaczenie dla polskiego rynku walutowego. W ostatnich tygodniach nastawienie do złotego uległo wyraźnej poprawie, a polska waluta zyskała znacznie na wartości. Obserwując wykresy nietrudno jednak zauważyć silną korelację między kursem złotego a EUR/USD. Początek ostatniej fali wzrostowej kursu polskiej waluty miał miejsce 19 lipca. Był to dzień, w którym prezes Fedu wystąpił przed Kongresem, przedstawiając najnowsze prognozy ekonomiczne. W tym samym dniu EUR/USD odbił się od lokalnego minimum na poziomie 1,2455 i od tej pory kontynuował wzrost aż w okolice 1,29.
Wyraźnie widać, że na kurs złotego (jak również innych walut naszego regionu) wpływa przede wszystkim sentyment dla dolara panujący na rynkach światowych. Jeżeli ulega on osłabieniu, to rośnie skłonność zagranicznych inwestorów do lokowania środków na rynkach krajów rozwijających się. Natomiast zmniejszenie presji ciążącej na dolarze sprzyja osłabieniu walut naszego regionu. Z kolei sentyment dla dolara wynika w ostatnim czasie z oczekiwań rynku co do prowadzonej przez Fed polityki pieniężnej (silny wzrost EUR/USD z ostatnich tygodni oparty był na przekonaniu inwestorów o zbliżającym się końcu cyklu podwyżek stóp procentowych w USA).