Gospodarki Litwy, Łotwy i Estonii nadal będą rozwijały się, mimo pewnych oznak przegrzania koniunktury. Taką opinię sformułowali analitycy SEB Vilniaus Bankas, dodając, że prawdopodobieństwo kryzysu walutowego w krajach bałtyckich jest "bardzo niskie". Nawet nominalnie duże deficyty na rachunkach bieżących "niekoniecznie muszą zakończyć się twardym lądowaniem".

Niezwykle dynamiczny wzrost trzech byłych republik sowieckich wywołuje obawy, że tempo tego wzrostu może doprowadzić do destabilizacji ich gospodarek. Musiały one na później przełożyć planowane na przyszły rok wstąpienie do strefy euro ze względu na wysoką inflację. Boom doprowadził do znacznego wzrostu płac, a to skutkuje olbrzymim popytem na mieszkania, a także importowane samochody i elektronikę.

Wileński bank zwraca uwagę, że kraje bałtyckie miały już do czynienia z olbrzymimi deficytami w minionej dekadzie, kiedy ich gospodarki były o wiele słabsze, i nie skończyło się to kryzysem finansowym.

Już w tym roku we wszystkich tych krajach oczekuje się nadwyżki budżetowej w wyniku szybkiego rozwoju eksportu, inwestycji zagranicznych i turystyki.

Bloomberg