Powszechnie oczekuje się, że Europejski Bank Centralny dzisiaj wprawdzie stóp nie podniesie, ale zasygnalizuje dalsze zwiększanie kosztów kredytu jeszcze w tym roku. Niemal wszyscy ekonomiści i analitycy są też zgodni co do tego, że w Japonii podwyżek na razie nie będzie. W rezultacie kurs euro do jena był wczoraj rekordowo mocny.

Za euro płacono w środź w Londynie 150,25 jena, najwięcej od wprowadzenia wspólnej waluty. Przekroczenie psychologicznej bariery 150 jenów wcale nie zapowiada powstrzymania spadku kursu japońskiego pieniądza. Wszystko dlatego, że inwestorzy z rynku terminowego, a także większość ekonomistów zakładają, że Europejski Bank Centralny jeszcze co najmniej dwa razy będzie w tym roku podnosił stopy tak, by w grudniu wynosiły one 3,5 proc.

Podstawą takich prognoz są ostatnie dane makroekonomiczne, potwierdzające przyspieszenie gospodarcze w krajach euro i badania ankietowe wykazujące wzrost zaufania zarówno konsumentów, jak i przedsiębiorców. W takich warunkach niemal pewne jest przyspieszenie inflacji, która i tak w strefie euro od dawna przekracza docelowy poziom wyznaczony przez EBC na 2 proc. Na wzrost cen konsumpcyjnych wpływają też wciąż bardzo wysokie koszty energii i nasilające się również dlatego żądania płacowe, tym bardziej uzasadnione, że spada bezrobocie w największych gospodarkach tego regionu, niemieckiej i francuskiej.

Zupełnie przeciwne sygnały napływają ostatnio z Japonii. Sprzedaż detaliczna spadła tam w lipcu o 1,7 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. O wiele bardziej niepokojąca jest informacja o spadku płac. Były one o 0,1 proc. niższe niż przed rokiem. Jest to tym groźniejsze, że w 2005 r. średnia płaca w Japonii była o 10 proc. niższa niż w 1997 r. W takiej sytuacji nikt nie spodziewa się w tym roku kolejnej podwyżki stóp z obecnego poziomu 0,25 proc.

Bloomberg