Sesja na giełdzie kończy się, przypomnijmy, o 16.30. Dlatego było tak ważne, aby np. GUS wcześniej niż o 16 publikował komunikaty na temat PKB czy inflacji, co po długiej batalii częściowo udało się osiągnąć - wielka w tym zasługa publicystów "Parkietu".

Wczoraj, kiedy handel się kończył, nikt jeszcze nie wiedział (z tym "nikt" to przesada, jak zwykle zresztą, ale mówimy o oficjalnym stanie rzeczy), kto będzie organizował Komisję Nadzoru Finansowego. Tym bardziej nikt nie wiedział - i nie wie - kto zostanie szefem tego urzędu. Ciekawe, w jakim stopniu ta niewiedza sprawiała, że nic nie mąciło inwestorom dobrego humoru, a giełdowe indeksy rosły sobie żwawo...

Wbrew domysłom okazuje się, że te dwie funkcje mają być "rozdzielone", co oznacza, że inwestorzy mogą jeszcze spać spokojnie, nie analizując nadmiernie skutków nominacji pani Dudy.

Co dalej? Nazwisko supernadzorcy poznamy pewnie do 19 września. Ciekawe, jak rynek wówczas zareaguje. Nie miejmy bowiem złudzeń, że ta nominacja interesuje tylko pracowników łączonych urzędów, a uczestnikom rynku jest obojętna. Od klimatu, jaki stworzy supernadzorca, zależeć będzie wiele, a w największej mierze - postrzeganie naszego rynku przez emitentów i inwestorów. Jest też jeszcze jeden powód, dla którego w tej sprawie, podobnie jak w innych ważnych, premier powinien działać bez zwłoki, najlepiej z rana. Miejmy wzgląd na teorie medyków, którzy twierdzą, że wtedy mamy najświeższe umysły, zdolne do wytężonej pracy i nie szukające najprostszych rozwiązań. Wówczas wyłoniony nadzorca ma największe szanse, aby być super.