Niektórzy inwestorzy mogą być rozczarowani faktem, że po raz kolejny o wyniku sesji zadecydowały zlecenia koszykowe od arbitrażystów, w momencie gdy dopiero co giełda zmniejszyła krok notowań i dzięki temu ten proces miał zostać nieco ukrócony. I zdecydowanie został (!)
Wypaczony przez arbitraż wynik sesji zupełnie tego nie potwierdza, ale jeśli ktoś uważnie śledził całą sesję, to dość łatwo zauważył bardzo wyraźną różnicę pomiędzy "stylem" tego ruchu a wszystkich poprzednich gwałtownych koszykowych euforii. Wczoraj koszykowy wzrost rozpoczął się godzinę po otwarciu rynku kasowego, ale żeby w ogóle ruszyć indeksem kilka punktów, potrzebne było
kilkadziesiąt milionów złotych.
To właśnie zasługa zmiany kroku notowań. Na wielu choćby tylko sierpniowych sesjach do przesunięcia WIG20 o 10-15 pkt. w 15 sekund i wpędzenia rynku w euforię często wystarczyło zlecenia za kilka milionów złotych.
Tak rozpoczętego rano ruchu wzrostowego nic już nie zatrzymało. Z dwóch powodów. Po pierwsze - w USA rynki były zamknięte ze względu na Labor Day, więc wszyscy byli świadomi byczej bezkarności, jaką daje to GPW i nie było żadnej realizacji zysków, nawet gdy polskie indeksy mocno oderwały się od rynków regionu. Amerykańskie i azjatyckie (Nikkei) giełdy są na trzymiesięcznych szczytach, więc do środowej sesji nastroje pozostaną optymistyczne,