Bez specjalnego entuzjazmu, ale za to konsekwentnie, inwestorzy kupują europejskie akcje. Indeks Dow Jones Stoxx 50 zyskał na wczorajszej sesji 0,3 proc. i osiągnął 3548 pkt., najwyższy poziom od maja. Do osiągniętego wtedy szczytu (3595,3 pkt) brakuje już tylko 1,3 proc. Cechą charakterystyczną tej fali wzrostowej jest spadająca razem z coraz wyższymi kursami zmienność notowań. Obawy inwestorów o trwałość zwyżki obrazuje niska roczna zmiana indeksu, która na szczycie w połowie sierpnia nie sięgnęła nawet 15 proc., a obecnie obniżyła się do 10 proc. Przez większą część drugiej połowy 2005 roku i jeszcze na szczycie w maju 2006 roku roczna zmiana Dow Jones Stoxx 50 sięgała 25 proc. Jeśli wskaźnik ten przyjąć za miarę optymizmu, to na razie jest on niewielki, co w krótkim terminie pomaga zwyżce. W dłuższej perspektywie o kierunku trendu decydują czynniki fundamentalne. Te na razie wyglądają korzystnie - Europa znajduje się w trochę innej fazie cyklu koniunkturalnego niż USA. Tutaj wciąż jeszcze podnosi się prognozy tempa wzrostu gospodarczego i myśli o kolejnych podwyżkach stóp procentowych. Czy zetknięcie z majowym szczytem pobudzi obawy o przełożenie się słabnącej kondycji amerykańskich konsumentów na europejską gospodarkę i doprowadzi do załamania kruchej fali wzrostowej? Taki scenariusz warto poważnie wziąć pod uwagę.

Z rynków dla nas ważnych uwagę zwraca korzystne zachowanie węgierskiego BUX. Wczorajsze zamknięcie sesji wypadło tam na najwyższym poziomie od ponad pięciu miesięcy. Przede wszystkim zaś doszło do wybicia z budowanego prawie dwa miesiące trójkąta zwyżkującego, co powinno być wystarczającym paliwem do osiągnięcia historycznego szczytu na 25 415,6 pkt. Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że zbudowany na początku maja wierzchołek jest zarazem górnym ograniczeniem długoterminowego trendu bocznego, który na dobrą sprawę trwa już od października 2005 roku. Jeśli ma się utrzymać, to węgierski optymizm nie potrwa długo.