Kanclerz Niemiec Angela Merkel i premier Włoch Romano Prodi zamierzają w przyszłym roku podnieść podatki, by zredukować deficyty budżetowe w swoich krajach. Taka decyzja wprowadzona w życie zaledwie kilka miesięcy po odnotowaniu przez strefę euro najszybszego wzrostu od 2000 r. może zaszkodzić jej gospodarce. Zwłaszcza że wskaźniki zaufania w tym rejonie już słabną w wyniku podnoszenia stóp procentowych, spadku zagranicznego popytu i wciąż bardzo wysokich kosztów energii.
Złe doświadczenia Japonii
Spowolnienie w strefie euro byłoby ciosem dla globalnego wzrostu gospodarczego, tym bardziej że zbiegłoby się w czasie z pogorszeniem koniunktury w Stanach Zjednoczonych, już wyraźnym na rynku nieruchomości. A w dodatku japońscy politycy, którzy mają szansę na przejęcie władzy od odchodzącego w tym miesiącu na emeryturę premiera Junichiro Koizumi, też deklarują zamiar podnoszenia podatków. Obecny minister finansów Sadakazu Tanigaki już w lipcu zapowiedział, że chce podwoić stawkę podatku od sprzedaży z obecnych 5 proc. A obecny szef urzędu rady ministrów Shinzo Abe spodziewa się zwiększonych przychodów z podatków. Obaj wydają się nie pamiętać, że gdy Japonia w 1997 r. podniosła stawkę VAT z 3 do 5 proc., już rok później miała recesję.
Planowane podniesienie podatków w Niemczech byłoby największe od zakończenia II wojny światowej. Kanclerz Merkel chce podwyższyć stawkę VAT z obecnych 16 do 19 proc. Premier Prodi, która szuka sposobów zmniejszenia deficytu budżetowego o 14 mld euro w przyszłym roku, chce podnieść niektóre podatki od dochodów kapitałowych i nie wyklucza wprowadzenia podatku spadkowego. Oba te kraje razem wytwarzają połowę PKB strefy euro i oba od 2003 r. przekraczają dopuszczalny w strefie 3-proc. poziom deficytu w stosunku do PKB.
Deficyty trzeba zmniejszyć