Wycena spółek technologicznych, takich jak One-2-One, to nie lada sztuka. To zadanie o wiele trudniejsze niż wyznaczenie wartości zwyczajnej spółki. Dużo większym wyzwaniem jest oszacować przychody, koszty czy nawet przyszłą wielkość rynku. Ryzyko inwestycji rośnie. Z drugiej strony, razem z ryzykiem, rośnie i jest możliwy do osiągnięcia zysk. Sektor wysokich technologii cieszy się więc od lat niesłabnącym powodzeniem.
Wydaje się, że mało co sprawia analitykom taką trudność, jak wycena spółek technologicznych. Ceny docelowe podawane w raportach różnią się niejednokrotnie nawet o kilkadziesiąt procent. Weźmy na przykład Netię. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy pojawił się cały wachlarz rekomendacji dotyczących spółki telekomunikacyjnej - od kupuj, przez akumuluj i redukuj, aż po sprzedaj, a wyceny wahały się od 5,05 zł do 3,60 zł. Warto też przypomnieć horrendalne wyceny spółek, jakie pojawiały się podczas hossy internetowej. Zdarzało się wówczas, że ceny docelowe różniły się nawet o ponad 200 proc. od kursów rynkowych.
Problem znany od lat
Wbrew pozorom problemy z wyceną spółek technologicznych nie są nowością w historii rynku kapitałowego. Inwestorzy i analitycy mylili się w tych kwestiach już całe stulecia temu, doprowadzając do powstania baniek giełdowych. Na przykład w XVIII wieku na Exchange Alley w Londynie gracze byli skłonni zapłacić każde pieniądze za spółki, które pracowały nad technologią budowy sprzętu do nurkowania, dzięki któremu możliwe miało być wydobycie złota z pokładów zalegających na dnach mórz hiszpańskich galeonów. Giełdowi brokerzy kreślili w raportach dla akcjonariuszy fantastyczne zyski, jakie będzie można na tym zarobić, a wszystko skończyło się, oczywiście, wielkim krachem. Nie był to jedyny taki przypadek w historii. Pojawiały się również o wiele dziwaczniejsze pomysły: począwszy od zaopatrywania Ameryki Południowej w angielskie praczki, a skończywszy na odzyskiwaniu żelaza z kul armatnich. Większość jednak służyła wyciągnięciu pieniędzy od zbyt naiwnych inwestorów i kończyła się zazwyczaj sromotnymi stratami.
Trudności z szacunkami