Wydajność amerykańskich pracowników rosła wolniej w minionym kwartale, natomiast koszty pracy zwiększyły się w pierwszym półroczu najbardziej od sześciu lat. Z opublikowanych wczoraj właśnie takich danych wynika, że presja inflacyjna w Stanach Zjednoczonych utrzyma się mimo widocznego już schłodzenia koniunktury gospodarczej.

Wskaźnik wydajności, pokazujący, ile zatrudniony wypracował w ciągu godziny, wzrósł w stosunku rocznym o 1,6 proc., po 4,3 proc. w poprzednich trzech miesiącach. Koszty pracy wzrosły zaś o 4,9 proc., po zwyżce o 9 proc. w I kwartale, co daje największy wzrost w dwóch kolejnych kwartałach od pierwszego półrocza 2000 r. W minionych 12 miesiącach koszty pracy zwiększyły się o 5 proc., co oznacza największą roczną zwyżkę od 1990 r.

Dane mogą rozczarować inwestorów i analityków, którzy byli przekonani, że Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) już do końca roku nie będzie podnosił stóp procentowych. Teraz wcale nie jest to takie pewne. Stopa bezrobocia utrzymuje się bowiem na poziomie najniższym od pięciu lat, a to zwiększa siłę przetargową pracowników domagających się od przedsiębiorców podwyżek płac. A stąd już tylko krok do wzrostu inflacji, zwłaszcza że nikt nie przewiduje znaczącego spadku cen ropy naftowej.

Zdaniem większości analityków, nie ma jeszcze podstaw, by spodziewać się podwyżki stóp już na wrześniowym posiedzeniu FOMC. Inne dane potwierdzają bowiem, że amerykańska gospodarka rozwija się o wiele wolniej niż na początku roku. A to powinno osłabić również presję inflacyjną.

Bloomberg