Ceny obu tych surowców niemal w równej mierze zależne są od równowagi między podażą i popytem, co sytuacji politycznej na świecie. Dlatego oba tanieją od kilku dni. Po raz pierwszy od początku roku pojawiła się bowiem szansa rozwiązania konfliktu irańsko-amerykańskiego, i to bez użycia siły czy innych środków przymusu. Wyjątkowo energicznie zaangażowała się tym razem dyplomacja Unii Europejskiej. Wydaje się, że jej szef Javier Solana potrafił znaleźć wspólny język z głównym irańskim negocjatorem Alim Larijanim. Stanowczo przeciwne sankcjom wobec Iranu są Rosja i Chiny, a bez ich zgody Rada Bezpieczeństwa ONZ nie może ich nałożyć.
Iran mniej groźny
Uczestnicy rynku paliwowego od początku tego sporu najbardziej boją się właśnie skutków sankcji dla płynności dostaw ropy z samego Iranu, jak i całego rejonu Zatoki Perskiej. Zdają sobie doskonale sprawę ze strategicznego położenia Iranu u ujścia tej zatoki do Oceanu Indyjskiego i całkiem realnego zrealizowania przez władze w Teheranie groźby jej zablokowania. A wtedy na międzynarodowym rynku z dnia na dzień byłoby o jedną trzecią ropy mniej. Nikt nie byłby w stanie tego uzupełnić.
Ropa tanieje także dlatego, że w Stanach Zjednoczonych, które zużywają najwięcej tego surowca, skończył się już sezon urlopowy, a jeszcze nie zaczął grzewczy. Amerykanie kupują więc o wiele mniej benzyny i oleju napędowego niż w miesiącach letnich, a olej opałowy nie jest i nie będzie im jeszcze potrzebny przez co najmniej miesiąc. Nie bez znaczenia dla nastrojów na rynku paliwowym była też zapowiedź brytyjskiego BP, że koncern ten wcześniej, niż planowano, naprawi rurociąg na Alasce i tym samym przywróci pełne wydobycie z największego złoża w Stanach Zjednoczonych.
Cenom złota nie sprzyja