Nasilają się spadki na rynku surowcowym. Przed tygodniem wskaźnik CRB Futures był oddalony od historycznego rekordu z połowy maja o 10,9 proc., teraz traci już prawie 13 proc. Wskaźnik, który obejmuje kontrakty na 19 najważniejszych towarów z giełd w Chicago i Nowym Jorku, zniżkował w zeszłym tygodniu przez cztery z pięciu sesji. Także wczoraj po kilku godzinach handlu był na minusie - tracił 0,6 proc. i wynosił 318,3 pkt. Tylko jedną sesję w tym roku (w marcu) zakończył na niższym poziomie.

Główną przyczyną jest spadek cen ropy naftowej i jej pochodnych, które mają największy udział w notowaniach indeksu. Ropa tanieje od sześciu sesji - to najdłuższa seria od prawie trzech lat - ponieważ coraz bliżej jest pokojowego rozwiązania konfliktu Iranu z państwami Zachodu. Duże nadzieje na to dało niedzielne spotkanie Javiera Solany, szefa dyplomacji Unii Europejskiej, z irańskim negocjatorem Alim Laridżanim. Wczoraj w Londynie ceny surowca spadły już poniżej 65 dolarów, a w Nowym Jorku płacono po 66,5 USD za baryłkę. Zdaniem analityków, notowania wkrótce mogą zjechać nawet do 60 USD. Może w tym pomóc decyzja kartelu OPEC, który wczoraj postanowił nie obniżać limitów produkcji.

Czynniki geopolityczne mają też spore znaczenie dla notowań złota, za które po raz pierwszy od końca czerwca płacono wczoraj poniżej 600 dolarów za uncję (597,5 USD).

Coraz więcej jest głosów, że na rynku surowcowym zaczyna pękać cenowy balon. - Megarajd na rynku surowców dobiegł końca - wyrokuje m.in. główny ekonomista banku Morgan Stanley Stephen Roach.