Ponad 550 wniosków o rozwiązanie umowy o pracę złożyli pracownicy Mittal Steel Poland. Kolejny już program dobrowolnych odejść (trwa do grudnia) ruszył w polskich hutach Mittala (połączone huty Sendzimira, Katowice, Florian i Cedler) w końcu lipca. Tym razem cel jest jasny - koncern chce się pozbyć jak największej liczby pracowników biurowych. Administracja ma stanowić 8 proc. w strukturze zatrudnienia (obecnie przekracza 12 proc.).
Tymczasem do tej pory większość wniosków złożyli pracownicy produkcji, a "biurowi" nie kwapią się do dobrowolnego odejścia. Dla przykładu: w dawnej Hucie Katowice (oddział Mittal Steel Poland w Dąbrowie Górniczej) do końca sierpnia prawie 90 wniosków złożyli pracownicy z produkcji. Osoby zatrudnione w biurach cenią sobie pracę, więc koncern sam zaprosił ok. 46 osób z administracji do skorzystania z programu.
Mittal Steel Poland kusi wysokimi odprawami. Hutnicy jeszcze podczas prywatyzacji wynegocjowali gwarancje zatrudnienia do 2009 roku. Tymczasem z obecnych prawie 13 tys. zatrudnionych w czterech hutach Mittala, do końca przyszłego roku powinno zostać ok. 10,5 tys. Takie redukcje obiecaliśmy europejskim urzędnikom, wstępując do UE, a koncern kupując polskie huty przejął te zobowiązania.
Odprawy, w sytuacji dobrowolnego odejścia, w niektórych przypadkach sięgną nawet 100-150 tys. zł. Ostateczna kwota zależy od szybkości podjęcia decyzji (wnioski złożone w lipcu i sierpniu pozwalały zarobić najwięcej).
Wysyłane do konkretnych pracowników zaproszenia do odejścia krytykują związki zawodowe i przestrzegają hutników przed "sprzedawaniem miejsc pracy". Przywołują przykłady osób w tej chwili bezrobotnych, które dały się namówić na dobrowolne odejście podczas programów wcześniej realizowanych w koncernie. Warto dodać, że od początku 2005 r., przede wszystkim dzięki dobrowolnym odejściom, zatrudnienie w grupie Mittal Steel Poland spadło o ok. 3 tys. osób. Odchodzili głównie pracownicy z produkcji, więc zarząd koncernu uznał, że w obecnej edycji programu przyszedł czas na administrację.