Wczoraj papiery giełdowego producenta rur podrożały o 14,8 proc., do 35,6 zł (kurs rósł maksymalnie o 29 proc.). To historyczny rekord notowanej od 1997 roku spółki. Z rąk do rąk przeszło 192 tys. walorów, czyli 1,6 proc. kapitału. W wolnym obrocie znajduje się nieco ponad 13 proc. akcji.

Impulsem dla wzrostu były optymistyczne wypowiedzi prezesa Jana Waszczaka, dotyczące sprzedaży. Firma ma pełen portfel zamówień i wyniki z kwartału na kwartał powinny być coraz lepsze. Jeszcze na początku roku wydawało się, że bez dużego kontraktu przedsiębiorstwo nie osiągnie dobrych wyników. W zeszłym roku motorem napędowym firmy była produkcja rur dla wykonawcy rurociągu "Przyjaźń". W I kwartale spółka zarobiła 64 tys. zł netto przy 40,8 mln zł obrotów. W kolejnym - przychody wyniosły 61 mln zł, a zysk netto 3,6 mln zł. - Od kwietnia rynek poszedł do przodu. Koniunktura znacznie się poprawiła - mówi J. Waszczak.

Papiery spółki zaczęły drożeć od połowy czerwca - wtedy za akcję płacono 13 zł. Od tego czasu walory podrożały o 174 proc. Wzrost wartości papierów wykorzystały fundusze z grupy ING. Zmniejszyły zaangażowanie z 14,9 do 5,8 proc. kapitału. Fundusze sprzedawały walory bezpośrednio na giełdzie i w ciągu jednej sesji właściciela zmieniło blisko 7 proc. kapitału Ferrum. Zainteresowanie papierami huty jest spore. W ostatni piątek w trzech transakcjach pakietowych sprzedano łącznie 5,4 proc. akcji. We wczorajszej pakietówce - 2,7 proc. Jak dotąd żaden z pozostałych sześciu udziałowców Ferrum nie informował o zmianach w posiadanym kapitale. Nie pojawił się również żaden nowy gracz. - Oprócz kilku funduszy inwestycyjnych nie kontaktował siź z nami żaden potencjalny inwestor - mówi prezes Waszczak. Firma BSK Return, akcjonariusz Ferrum, który latem zwiększył zaangażowanie z 15,5 do 22,9 proc. kapitału, nie ujawnia planów.