Trudno coś planować, jeżeli np. sejmowa Komisja Finansów Publicznych, nowelizując CIT, nie zgodziła się na likwidację 30-proc. amortyzacji przy nowych środkach trwałych, co dla budżetu oznacza utratę 670 mln zł. Nie boi się Pan jeszcze bardziej kosztownych "niespodzianek" przy pracach nad PIT, które właśnie ruszają?
Jak zaczynaliśmy prace w Komisji, powiedziałem, że pole do kompromisu jest wszędzie tam, gdzie nie jest on kosztowny i nie psuje systemu. Najlepszym przykładem na dobrą wolę jest utrzymanie uproszczonej zaliczki na podatek dochodowy czy ulg od darowizn na rzecz organizacji pożytku publicznego w CIT, który to problem powtórzy się w PIT.
Przy ocenie projektu zmian w PIT posłowie domagali się pozostawienia ryczałtu i karty podatkowej. Dysponują też opiniami prawnymi, które pokazują, że likwidacja takich preferencyjnych form opodatkowania nie jest zasadna. Co Pan na to?
Akurat likwidacja karty podatkowej i ryczałtu przeszła przez Radę Ministrów bez żadnych wątpliwości. Nikt zastrzeżeń nie zgłaszał. Dyskusja toczyła się wokół innych rzeczy, np. redukcji preferencji podatkowych dla dziennikarzy. Także w kwestii klina podatkowego pani minister Anna Kalata miała odrębny punkt widzenia.
Rozdzieliłbym kartę podatkową od ryczałtu. Karta podatkowa na tym etapie rozwoju gospodarczego Polski to instrument godny pozostawienia. Propozycja rządowa zakłada, że na dwa lata. Jeżeli chodzi o ryczałt - jest to złe rozwiązanie - nie korzystają z niego naprawdę mali podatnicy, drobni usługodawcy są w większości na karcie podatkowej.Rząd chce wprowadzić w 2009 r. dwie stawki PIT: 18 i 32 proc. Czy możemy być pewni, że nie zabraknie na to pieniędzy - tak jak w przypadku reformy składek ZUS?
Dobrze, jak ma się świadomość konsekwencji finansowych różnych decyzji. Wprowadzenie dwustopniowej skali podatkowej jest realizacją programu PiS. Nie można było tego zrobić od razu. To kosztowne rozwiązanie. Rozpisano je więc na etapy. Jeśli Sejm przyjmie te zapisy, to będą. Jeżeli ktoś będzie chciał je wywrócić, to będzie to robił nie pod hasłem "ja nie obniżam podatków", ale "ja podwyższam podatki". Nie ma klimatu do podwyższania podatków i dobrze.