Indeks CRB przez ostatnie 3 miesiące stracił 7,8 proc. W takim tempie nie spadał od blisko pięciu lat. Oznaki słabości rynku towarów są coraz wyraźniejsze i ma to przełożenie na notowania na światowych parkietach. Inwestorzy w USA, którzy przez ostatnie miesiące żyli głównie obawami przed inflacją i podwyżkami stóp procentowych, przyjmują taką sytuację pozytywnie. S&P 500 zdołał wrócić we wtorek ponad przełamaną tydzień temu linię trendu, biegnącą po dołkach z lipca i sierpnia. Natomiast na rynkach wschodzących niższe ceny towarów odbijają się czkawką.
Notowana od wiosny tego roku słabość rynków wschodzących względem dojrzałych giełd utrzymuje się zatem, a nawet przybiera na sile. Trudno więc liczyć na to, żeby w niedługim czasie pojawiła się perspektywa zbliżenia się do tegorocznego maksimum. Indeks rynków wschodzących jest teraz 14 proc. poniżej niego i ok. 10 proc. powyżej czerwcowego dołka. Z tych proporcji wynika wręcz, że bliżej mu do testowania poprzedniego minimum. Do takiego wniosku prowadzi też obserwacja wykresu. Indeks MSCI EM spadł ostatnio poniżej trzymiesięcznej linii trendu, a następnie przełamał ważne wsparcie wyznaczone przez szczyt z początku lipca. Wszystko to odbywa się po wykonaniu ruchu powrotnego do głównej linii trendu rosnącego, obejmującego notowania od wiosny 2003 r. Rozpoczęte w połowie czerwca odbicie pasuje więc idealnie na ruch powrotny do tej prostej. Wyprzedaż, jaka przetoczyła się przez emerging markets od połowy maja do połowy czerwca, w wielu aspektach przypominała to, co działo się na tych rynkach wiosną 2004 r. Analogię uzasadnia również przebieg pierwszych 90 sesji od uformowania dołka. Co ciekawe, wtedy i teraz po 90 sesjach od dołkach notowania pozostawały 14-15 proc. poniżej szczytu. Równocześnie mniej więcej od 90 sesji od szczytu z wiosny 2004 r. można było mówić o powrocie hossy, bo kursy zaczęły stopniowo, ale systematycznie rosnąć. Czy tak stanie się też i teraz?