Insulina do inhalacji nie jest alternatywą dla preparatów iniekcyjnych (do wstrzykiwania) - uważa Adam Wilczęga, prezes Biotonu, jedynego krajowego producenta rekombinowanej insuliny ludzkiej i jednego z niewielu na świecie. O leku z laboratoriów m.in. Pfizera jest ostatnio głośno. Przedstawia się go jako antidotum na bolesne zastrzyki, które kilka razy dziennie muszą znosić chorzy na cukrzycę.
Potrzebna kolejna licencja
Jednak insulina inhalacyjna ma też swoje wady. Problemem może być dokładność dawkowania, choć na razie badania kliniczne potwierdzają, że udaje się kontrolować ilość aplikowanego leku. Jednak istotniejsza może być cena. - Ponieważ insulina inhalacyjna charakteryzuje się wysokim zużyciem substancji czynnej, jest przez to bardzo droga - zaznacza Wilczęga. Do tej pory żaden europejski kraj nie zdecydował się na refundację preparatu. Stać więc na niego będzie nieliczną grupę zamożnych pacjentów. - Z biznesowego punktu widzenia wysoka cena i zapewne marża to oczywiście atut dla producentów - dodaje prezes.
Mimo wszystko Bioton zastanawia się nad odpowiedzią na nowoczesny preparat. - Rozmawiamy z zagranicznym partnerem, z którym planujemy produkcję insuliny doustnej w postaci tabletek - zdradza A. Wilczęga. Jednak do realizacji zamierzeń droga jeszcze daleka. Bioton najpierw chce uzyskać licencje na sprzedaż swoich dotychczasowych wyrobów na całym świecie. Dzięki licencji Ferringa może sprzedawać insulinę w Europie Środkowej i Wschodniej oraz w Azji, obecnie współpracuje z holenderską firmą Diosynth i ma zarejestrować lek w Ameryce Płd. Szuka też nowego szczepu dla insuliny, którą będzie mógł wprowadzić na rynki Europy Zachodniej i USA.
Kierunek: Wschód