Polskie towarzystwa funduszy inwestycyjnych mogą zacząć rejestrować swoje produkty w Luksemburgu. Nie wykluczają przeniesienia działalności za granicę, jeśli polski nadzór będzie utrudniał tworzenie i przekształcanie funduszy.

Zdaniem Marcina Dyla, prezesa Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, wystarczy, że jedno z TFI zdecyduje się zarejestrować fundusz w Luksemburgu, a reszta pójdzie za jego przykładem. - Prawdopodobieństwo, że do tego dojdzie, jest wysokie - dodaje M. Dyl.

O tym problemie pisaliśmy w "Parkiecie" w połowie sierpnia. Według IZFiA, niektóre przepisy, przede wszystkim długie terminy, w których Komisja Papierów Wartościowych i Giełd wydaje swoje decyzje, hamują rozwój rynku funduszy inwestycyjnych. TFI muszą starać się o zezwolenie KPWiG na utworzenie produktu lub towarzystwa, zmianę statutu funduszu lub jego przekształcenie, zgodę na zawarcie umowy o dystrybucję i obsługę wierzytelności sekurytyzacyjnych. Z analiz IZFiA wynika, że obecnie wydanie zgody zajmuje Komisji średnio 4-5 miesięcy. W luksemburskim nadzorze, gdzie rejestruje się 1/4 europejskiego rynku funduszy, cała procedura trwa zwykle 2-3 tygodnie - jest bardziej sformalizowana, wystarczy dostarczenie odpowiednio wypełnionego dokumentu.

- Przenoszenie działalności do kraju, gdzie przepisy są mniej skomplikowane, nie jest rozwiązaniem hipotetycznym. Tak się od dawna dzieje w Europie - mówi Artur Zapała, radca prawny z Kancelarii Dewey Ballantine Grzesiak.

Zdaniem M. Dyla, ucieczka funduszy za granicę obniżyłaby dochody budżetu. A na pytanie, jaki wpływ miałaby zmiana nadzoru na prowizje, które płacą klienci, M. Dyl nie chce odpowiedzieć wprost. Możliwe są jednak dwa warianty: podwyższenie opłat, jeśli koszty obsługi procedur w Luksemburgu byłyby przerzucane na klientów, albo ich obniżenie w przypadku dostosowania stawek do obowiązujących w funduszach zagranicznych.