Trudno w odniesieniu do wczorajszej sesji mówić o spadkach, pesymizmie, czy dyskontowaniu wiadomości spływających na rynek, mimo że od otwarcia na rynku oglądaliśmy systematyczne osuwanie. WIG20 jest cały czas w objęciach rozpoczętej na początku sierpnia konsolidacji i do interpretacji zmian cen na tym poziomie należy podchodzić ze sporym dystansem. Nawet jeśli o tym zapomnimy, to ocena tylko czwartkowej sesji też nie jest tak zła, jak pokazuje to mocno czerwony kolor na indeksach.

Nie było bowiem wczoraj tak naprawdę żadnej presji podaży, którą można byłoby uznać za efekt pogorszenia opinii o polskich spółkach przez największe fundusze. Wysokie obroty, z reguły potwierdzające ruch, w dużej mierze tym razem wynikały z pakietówek na kluczowych spółkach, z PKN na czele. Z kolei sama zmiana cen wynikała w dużej mierze z działań funduszy wykorzystujących arbitraż, oraz była karą za poranne plusy, z których aż 2/3 zdobyczy punktowej przypadało na rosnącą ponad 2 proc. KGHM (największy udział w indeksie WIG20). Wzrost tak wąskiego rynku ułatwił w dalszej części sesji systematyczne osuwanie.

Warto w tym ruchu zwrócić uwagę, jakie nastroje dominują teraz na rynku terminowym (choć kontrarianie akurat ostatnio nie mają z tego dobrego narzędzia). Od momentu rozpoczęcia notowań z wygasającej w piątek serii wrześniowej "uciekło" ponad 10 tys. otwartych pozycji. Niemal wszystkie środki wycofane z rynku terminowego natychmiast na niego wracały i grudniowe zetki powiększyły LOP o niemal analogiczną wartość. Arbitrażyści zaangażowani są w tej chwili na serii wrześniowej, więc baza na serii grudniowej może na razie dość znacznie odchylać się od wartości teoretycznej. Ale nie to tym razem obnażyło rynkowe nastroje. W momencie rozpoczęcia notowań spread między obiema seriami oscylował w okolicach 40 pkt. Po kilku godzinach rolowania kontraktów różnica spadła do wartości nawet jednocyfrowych. Zagadką jednak pozostanie fakt, czy to faktycznie wzrost liczby niedźwiedzi negatywnie oceniających perspektywy WIG20 na kolejne tygodnie, czy też jedynie obawa przed sesją piątkową, na której kilkanaście tysięcy otwartych pozycji będzie walczyć o jak najkorzystniejszy kurs rozliczeniowy wygasającej serii, a wynik walki wypaczać będą arbitrażyści i wykorzystujący to zamieszanie spekulanci.