Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 17.09.2006 11:06

Marek Pryzmont

Warszawski parkiet nie rozpieszcza inwestorów i kolejny tydzień indeksy nie

mogły wyrwać się z objęć konsolidacji trwającej od początku sierpnia. To już

piąty pełny tydzień takich kosmetycznych zmian. W czasie tych wahań wokół

jednego poziomu (zamknięcia z 3 sierpnia), różnica między piątkowymi

Reklama
Reklama

zamknięciami indeksu WIG20 nie przekroczyła zaledwie 65 pkt. Natomiast w

ostatnim tygodniu zmiana wyniosła dokładnie +6,46 pkt., co biorąc pod uwagę

wygasanie kontraktów terminowych (z reguły zwiększa zmienność) i duże

rynkowe zaangażowanie funduszy wykorzystujących arbitraż, należy uznać za

wartość nie tylko niską, ale wręcz sadystyczną.

Ta przedłużająca się konsolidacja nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem,

Reklama
Reklama

ale co gorsza wciąż nie widać na horyzoncie mocniejszych impulsów, które

mogłyby doprowadzić do trwalszego wybicia. Oczywiście przez półtora miesiąca

powstało już dziesiątki analiz sprzyjające zarówno bykom, jak i

niedźwiedziom, ale ja żadnych argumentów dzisiaj nie zamierzam przedstawiać.

Z reguły prognozy analityków i inwestorów uzależnione były od tego czy

byliśmy akurat po 2-3 sesjach wzrostowych, czy spadkowych. Rynek niczyich

Reklama
Reklama

argumentów nie chce słuchać i czeka na decyzję globalnych funduszy

inwestujących na emerging markets, z których środki odpływały już trzeci

tydzień z rzędu, ale na tyle wolno, że w przypadku GPW w pełni równoważą je

puchnące od gotówki portfele TFI oraz OFE. Patowa sytuacja trwa.

Na takim rynku najrozsądniejszą strategia jest opanowanie emocji i spokojne

Reklama
Reklama

wyczekiwanie na wiarygodne wybicie poza ramy konsolidacji. Zadziwiające, jak

niewielu inwestorów ma takie podejście do rynku i za wszelką cenę, niczym

zobligowane do tego fundusze inwestycyjne, chce być zawsze obecnym na

giełdowym parkiecie ryzykując straty, byle tylko nie ominąć mocniejszego

ruchu.

Reklama
Reklama

Zobrazowaniem tego w ostatnim tygodniu było zachowanie inwestorów na rynku

terminowym, którzy wszystkie środki wycofywane z wygasającej w piątek serii

wrześniowej natychmiast przeznaczali na otwarcie pozycji na "zetkach". W

dniu wygaśnięcia kontraktów seria grudniowa miała rekordową jak na ten

specyficzny dzień liczbę otwartych pozycji - prawie 40 tys. Oczywiście część

Reklama
Reklama

z tego wynika z rolowania pozycji przez arbitrażystów, ale mimo wszystko

dominująca jest tutaj spekulacja indywidualnych inwestorów. Dla wszystkich

jest oczywiste, że "trend jest twoim przyjacielem" i gdy mamy hossę/bessę,

należy trzymać się obowiązującej tendencji i zbyt wcześnie nie zamykać

pozycji. Natomiast wygląda na to, że naprawdę niewielu inwestorów rozumie

podstawową giełdową zasadę, że istnieją trzy, a nie dwie pozycje. Brak

pozycji i ograniczanie ryzyka, to czasem decyzja mądrzejsza niż otwieranie

krótkich lub długich pozycji i próba brania udziału w każdym mocniejszym

ruchu od samego początku. To moralizowanie odnosi się oczywiście do bieżącej

sytuacji na GPW i jest jakże znienawidzonym przez inwestorów uchylaniem się

od stawiania prognoz np. docelowego poziomu wzrostu/spadku, co czynię

kolejny tydzień z rzędu, z nadzieją że może tym razem pomylę się oczekując

kontynuacji trendu bocznego.

Spragnionym prognoz jakiegoś mocniejszego ruchu odesłać mogę jedynie na

rynek amerykański, gdzie ostatnio lawinę komentarzy sprowokował wykres

przygotowany przez jednego z ekonomistów Merrill Lynch. Wykres prezentuje

indeks S&P500 wraz z nałożonym na niego (przesuniętym o 12 miesięcy)

indeksem nastrojów na rynku nieruchomości - NAHB - obliczanym na podstawie

comiesięcznej ankiety (bieżących warunków i przyszłych oczekiwań)

przeprowadzonej wśród członków The National poniedziałek.

WYKRES_NAHB_Housing_Market_Index.gif

Jak widać na wykresie, w ostatnich latach korelacja z indeksem jest bardzo

silna. Za ostatnie prawie 10 lat wynosi aż 0,79. Co ciekawe, w poprzednich

latach korelacja jest znacznie mniejsza. Czy chodzi więc tutaj o specyficzny

dobór analizowanego okresu ? Nic z tych rzeczy. Po prostu w ostatnich latach

wpływ koniunktury na rynku nieruchomości na całą amerykańską gospodarkę

znacząco wzrósł. Z rynkiem nieruchomości powiązana jest większość sektorów

gospodarki, a "efekt bogactwa" wynikający ze wzrostu cen nieruchomości

napędzał wydatki konsumentów. Wystarczy powiedzieć, że szacuje się, iż ponad

połowa wzrostu amerykańskiego PKB w ostatnich 5 latach wynikała właśnie z

hossy na rynku nieruchomości. A ta zależność całej gospodarki od rynku

nieruchomości z roku na rok rośnie.

Wykres indeksu NAHB jasno pokazuje, że gdyby korelacja miała zostać

zachowana, to wartość S&P500 w 2007 r. będzie o połowę niższa. Pod taką

prognozą bym się dzisiaj nie podpisał, ale powinno to uświadomić inwestorom

skalę problemu związanego z nieruchomościami w USA.

Oczywiście nie chodzi tutaj tylko o jeden wykres, gdyż jeśli prześledzimy

ostatnie 10 przypadków dekoniunktury na amerykańskim rynku nieruchomości, to

aż w 7 przypadkach wyprzedzały one recesję w gospodarce o około 20 miesięcy.

W pozostałych trzech przypadkach około 12 miesięcy po wyznaczeniu szczytu na

rynku nieruchomości dochodziło do wyraźnego spowolnienia wzrostu

gospodarczego. Nikt nie ma wątpliwości, że spekulacyjny balon na rynku

nieruchomości w 2006 r. został przekuty (szczyt został wyznaczony) i w

związku z tym należy teraz zapytać, nie czy przełoży się to na spowolnienie

gospodarcze, ale o to, czy pod koniec przyszłego roku nie będziemy z tego

powodu oglądać recesji w USA ?

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama