z tego wynika z rolowania pozycji przez arbitrażystów, ale mimo wszystko
dominująca jest tutaj spekulacja indywidualnych inwestorów. Dla wszystkich
jest oczywiste, że "trend jest twoim przyjacielem" i gdy mamy hossę/bessę,
należy trzymać się obowiązującej tendencji i zbyt wcześnie nie zamykać
pozycji. Natomiast wygląda na to, że naprawdę niewielu inwestorów rozumie
podstawową giełdową zasadę, że istnieją trzy, a nie dwie pozycje. Brak
pozycji i ograniczanie ryzyka, to czasem decyzja mądrzejsza niż otwieranie
krótkich lub długich pozycji i próba brania udziału w każdym mocniejszym
ruchu od samego początku. To moralizowanie odnosi się oczywiście do bieżącej
sytuacji na GPW i jest jakże znienawidzonym przez inwestorów uchylaniem się
od stawiania prognoz np. docelowego poziomu wzrostu/spadku, co czynię
kolejny tydzień z rzędu, z nadzieją że może tym razem pomylę się oczekując
kontynuacji trendu bocznego.
Spragnionym prognoz jakiegoś mocniejszego ruchu odesłać mogę jedynie na
rynek amerykański, gdzie ostatnio lawinę komentarzy sprowokował wykres
przygotowany przez jednego z ekonomistów Merrill Lynch. Wykres prezentuje
indeks S&P500 wraz z nałożonym na niego (przesuniętym o 12 miesięcy)
indeksem nastrojów na rynku nieruchomości - NAHB - obliczanym na podstawie
comiesięcznej ankiety (bieżących warunków i przyszłych oczekiwań)
przeprowadzonej wśród członków The National poniedziałek.
WYKRES_NAHB_Housing_Market_Index.gif
Jak widać na wykresie, w ostatnich latach korelacja z indeksem jest bardzo
silna. Za ostatnie prawie 10 lat wynosi aż 0,79. Co ciekawe, w poprzednich
latach korelacja jest znacznie mniejsza. Czy chodzi więc tutaj o specyficzny
dobór analizowanego okresu ? Nic z tych rzeczy. Po prostu w ostatnich latach
wpływ koniunktury na rynku nieruchomości na całą amerykańską gospodarkę
znacząco wzrósł. Z rynkiem nieruchomości powiązana jest większość sektorów
gospodarki, a "efekt bogactwa" wynikający ze wzrostu cen nieruchomości
napędzał wydatki konsumentów. Wystarczy powiedzieć, że szacuje się, iż ponad
połowa wzrostu amerykańskiego PKB w ostatnich 5 latach wynikała właśnie z
hossy na rynku nieruchomości. A ta zależność całej gospodarki od rynku
nieruchomości z roku na rok rośnie.
Wykres indeksu NAHB jasno pokazuje, że gdyby korelacja miała zostać
zachowana, to wartość S&P500 w 2007 r. będzie o połowę niższa. Pod taką
prognozą bym się dzisiaj nie podpisał, ale powinno to uświadomić inwestorom
skalę problemu związanego z nieruchomościami w USA.
Oczywiście nie chodzi tutaj tylko o jeden wykres, gdyż jeśli prześledzimy
ostatnie 10 przypadków dekoniunktury na amerykańskim rynku nieruchomości, to
aż w 7 przypadkach wyprzedzały one recesję w gospodarce o około 20 miesięcy.
W pozostałych trzech przypadkach około 12 miesięcy po wyznaczeniu szczytu na
rynku nieruchomości dochodziło do wyraźnego spowolnienia wzrostu
gospodarczego. Nikt nie ma wątpliwości, że spekulacyjny balon na rynku
nieruchomości w 2006 r. został przekuty (szczyt został wyznaczony) i w
związku z tym należy teraz zapytać, nie czy przełoży się to na spowolnienie
gospodarcze, ale o to, czy pod koniec przyszłego roku nie będziemy z tego
powodu oglądać recesji w USA ?
[email protected]