Członkowie Międzynarodowego Funduszu Walutowego przegłosowali wczoraj wprowadzenie w życie pierwszego etapu reformy systemu głosowania w tej organizacji. Zwiększa on nieco wpływ Chin, Południowej Korei, Turcji i Meksyku na jej decyzje.
Wprowadzający takie zmiany projekt dyrektora Funduszu Rodrigo de Rato zyskał ponad 90-proc. poparcie w czasie poniedziałkowego głosowania. Członkowie MFW zgodzili się na nie w obliczu zapowiedzianych protestów ze strony niektórych państw południowoamerykańskich i azjatyckich. Jednak przede wszystkim dlatego, że uznali, iż światowa gospodarka tak bardzo zmieniła się w ostatnich 20 latach, że procedura podejmowania decyzji w MFW musi te zmiany odzwierciedlić.
Udział Chin w ogólnej puli praw do głosu Międzynarodowego Funduszu Walutowego zwiększył się do 3,65 proc., z dotychczasowych 2,94 proc. Kwota przydzielona Południowej Korei została prawie dwukrotnie zwiększona do 1,33 proc. Meksyk ma teraz 1,43 proc. głosów, zamiast 1,2 proc., a udział Turcji zwiększył się z 0,45 proc. do 0,55 proc.
Nie wszyscy są z tych zmian zadowoleni i dyrektor Rato zapowiedział już przygotowanie drugiego etapu, który ma uwzględniać ich postulaty. Belgia i Holandia, których wpływy w MFW zmalały po zwiększeniu udziału głosów czterech szybko rozwijających się państw, domagają się wprowadzenia kolejnych zmian już w przyszłym roku, bo uważają za niesłuszne określanie kwoty należnych głosów przede wszystkim na podstawie wielkości produktu krajowego brutto.
Z kolei Argentyna, Brazylia, Indie i Egipt też nie są zadowolone, bo wprawdzie nic nie straciły, ale i nie zyskały, a są przekonane, że ich obecna rola w Funduszu nie odzwierciedla pozycji ich gospodarek.