Trzy miesiące temu turecki bank centralny zaskoczył wszystkich. Najpierw na posiedzeniu 8 czerwca podniósł stopy procentowe o 175 punktów bazowych, by pod koniec miesiąca dołożyć kolejnych 225. W lipcu miała miejsce jeszcze jedna, tym razem już "kosmetyczna" poprawka - 25 punktów bazowych w górę. Ostatecznie główna stopa procentowa wzrosła do 17,5 procent. Wydarzenie to było nietypowe, jak dla kraju starającego się o członkostwo w Unii Europejskiej, którego sytuacja gospodarcza aspiruje do bycia postrzeganej jako stabilna. Ponieważ Turcja jest zaliczana do rynków wschodzących, leżących w tym samym regionie co Polska, informacje napływające z tego kraju mogą istotnie oddziaływać również na nasz rynek finansowy. Z tego względu warto analizować politykę pieniężną tureckiego banku centralnego i zastanowić się, czy podobnie istotne zmiany parametrów polityki pieniężnej jak w czerwcu mają szansę powtórzyć się w ciągu najbliższych miesięcy.
Jeszcze trzy lata temu inflacja w Turcji sięgała 30 pro. Jednak już w lutym 2004 r. udało się ją sprowadzić poniżej poziomu 10 procent. W kolejnych latach bank centralny konsekwentnie realizował plan stabilizowania cen. Na koniec lat 2004 i 2005 wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych był niższy od ustalanego przez władze monetarne celu inflacyjnego.
Problemy pojawiły się w bieżącym roku. W pierwszych miesiącach inflacja była wyższa od oczekiwań banku centralnego głównie z uwagi na rosnące ceny ropy naftowej oraz żywności. W maju doszedł jeszcze jeden czynnik proinflacyjny, a mianowicie znaczna deprecjacja tureckiej liry. Osłabienie waluty sprawiło, że importowane surowce były jeszcze droższe, co znalazło odzwierciedlenie w wysokości cen konsumentów. To właśnie skłoniło władze monetarne do wspomnianych wyżej restrykcyjnych posunięć.
Ceny w Turcji rosły od początku roku przez kolejnych siedem miesięcy, a wskaźnik inflacji w lipcu pokazał 11,7 procent. W tej sytuacji osiągnięcie tegorocznego celu wyznaczonego na poziomie 5 procent wydaje się niemożliwe. Jednak prezes banku centralnego Durmus Yilmaz patrzy z optymizmem w przyszłość. Jego zdaniem, sprowadzenie inflacji do 4 procent na koniec przyszłego roku jest realne. Będzie to zapewne bardzo trudne zadanie, aczkolwiek wykonalne. Świadczą o tym obserwowane symptomy poprawy sytuacji. Sierpień był pierwszym w tym roku miesiącem, w którym inflacja spadła. Ceny ropy naftowej i innych surowców zaczęły siź obniżać. Optymistyczne informacje napływają również z tureckiego rynku pracy. Wydajność rośnie szybciej niż koszty pracy, co sprzyja zdrowemu i bezinflacyjnemu wzrostowi gospodarczemu.
Gospodarka to jednak nie tylko ceny. Zawirowania z turecką walutą niekorzystnie wpłynęły na poziom popytu wewnętrznego, co źle wróży producentom. Znacznie poprawiła się jedynie sytuacja przedsiębiorców produkujących na eksport. Po całkiem niezłym pierwszym półroczu należy spodziewać się ochłodzenia gospodarczego w Turcji w nadchodzących miesiącach.