Oczywiście, pojawia się ryzyko rozpisania wcześniejszych wyborów. Ale i tu można być optymistą. Z punktu widzenia polityki gospodarczej, ten rząd nie radził sobie najlepiej. Inwestorzy zagraniczni zdają sobie sprawę z tego, że - niezależnie od wyników wyborów - nie należy spodziewać się pogorszenia.
To wszystko oznacza, że po osłabieniu związanym ze wzrostem niepewności, postrzeganie sytuacji powinno się poprawić. Trudno przewidywać, co będzie się działo na rynku w krótkim okresie. Jest zupełnie możliwe, że za euro trzeba będzie płacić więcej niż 4 złote. Ale wyklarowanie się sytuacji powinno być dla inwestorów pozytywnym impulsem.
Grzegorz Maliszewski
ekonomista Banku
Millennium
Perspektywy nie wyglądają źle
Na zmiany w rządzie rynek nie zareagował gwałtownie. Rentowność obligacji o dłuższych terminach wykupu wzrosła nawet o ponad 10 punktów bazowych. To dużo, jak na jeden dzień.
Tyle że po południu część strat udało się odrobić.
Perspektywy też nie wyglądają tak źle, jak mogłoby się wydawać. Zmiany w rządzie tak naprawdę nie będą miały wpływu na rynki. Jeśli już, to może być to wpływ lekko pozytywny. Jeśli spojrzeć na kompozycję rządu, mamy w nim jedną populistyczną partię mniej.
W dodatku, jeśli ten rząd przetrwa, to pozycja PiS wobec LPR i ewentualnych innych mniejszych
partnerów będzie silniejsza niż dotąd.
Mniejsi koalicjanci z pewnością będą świadomi tego, że jeśli doszłoby do wyborów, to mogą w ogóle nie wejść do Sejmu.
Bez większego znaczenia jest też powrót do rządu Zyty Gilowskiej. Jej możliwości będą ograniczone. Projektu budżetu na przyszły rok w zasadzie nie da się już zmienić, bo za kilka dni musi on trafić do Sejmu.
Na większości rynków wschodzących widać pogorszenie sytuacji
Luis Costa
analityk obligacji na rynkach wschodzących, ING Bank w Londynie
Najpierw byliśmy świadkami zamieszek na Węgrzech, teraz mamy zmianę rządu w Polsce. Jaki jest ogólny nastrój inwestorów wobec rynków wschodzących?
Rentowność papierów dłużnych krajów z tej grupy wzrosła. Inwestorzy doświadczyli bowiem zbiegu kilku zdarzeń jednocześnie. I to nie tylko na Węgrzech i w Polsce. Widzimy pogorszenie sytuacji na większości rynków wschodzących. Spójrzmy na Ekwador, gdzie rząd ogłosił chęć restrukturyzacji długu publicznego, niekoniecznie korzystną dla pożyczających. Mamy niepewność w Peru przed lokalnymi wyborami. Niepokój powoduje także pogłębiający się deficyt obrotów bieżących w Turcji, pozostawiony bez reakcji banku centralnego. Wszystko to sprawia, że inwestorzy są ostrożniejsi.
Czy będziemy więc świadkami masowego odpływu kapitału w kierunku krajów uznanych za bezpieczne?
Nie sądzę, by burza nad rynkami wschodzącymi trwała długo. Analiza wyników globalnych funduszy inwestycyjnych pokazuje, że wciąż będą kupować papiery. Spodziewam się raczej krótkiej korekty. Po kilku dniach rentowność papierów dłużnych powinna znów się obniżyć. Myślę jednak, że inwestorzy będą teraz bardziej selektywni z wyborem rynków. Ale dla ogólnej stabilności to dobrze.
Co w tych dniach mówi się w środowisku finansjery o Polsce?
Dostrzegamy dwie rzeczy. Po pierwsze, rozpadła się koalicja, co powoduje oczywiście, że rynek jest mniej spokojny. Po drugie - wraca Zyta Gilowska, co daje nadzieję na większy pragmatyzm w polityce rządu. Znowu są perspektywy na reformę finansów publicznych.
Oliver Weeks
ekonomista ds. krajów Europy Środkowej i Wschodniej, Morgan Stanley
Najpierw zamieszanie na Węgrzech, teraz w Polsce. Czy wciąż jesteśmy atrakcyjnym regionem do inwestowania?
Nie można zaprzeczyć, że nastroje inwestorów są negatywne. Ale to nie jest fenomen czysto lokalny. Turcja i inne rynki wschodzące również dotknęła gwałtowana przecena. To nie Polska jest główną przyczyną zamieszania. Nie zauważyłem zresztą, by coś fundamentalnie się zmieniło, skoro dla poparcia budżetu rząd wciąż potrzebuje poparcia partii populistycznych. Niepewność pozostanie do momentu, aż projekt budżetu nie zostanie przyjęty.
Ekonomiści zwykli mówić: im mniej populistów w rządzie, tym lepiej. Tak się w końcu stało...
Ale wciąż mamy populistyczne ugrupowania w parlamencie, bez zgody których nie ma mowy o poparciu budżetu. Nie jest też jasne, czy wcześniejsze wybory przyniosą w końcu widoki na stabilniejszą koalicję.
Wybory są jednak prawdopodobne. Co oznaczać będą dla inwestorów?Nie byłbym pewny, czy PiS zaryzykuje skrócenie kadencji parlamentu, ale z rynkowego punktu widzenia nie wydaje mi się, że wybory mogą cokolwiek pogorszyć. Nieważne, jaki będzie ich wynik, projekt budżetu na 2007 r. jest już dany i trudno go zmienić. Dlatego też ważniejszym obecnie pytaniem dla inwestorów jest to, kto zostanie szefem Narodowego Banku Polskiego na kolejne sześć lat. Nazwiska wciąż jednak nie znamy...