Reklama

Rozpad koalicji rządowej nie miał wpływu na rynki

Inwestorzy przywykli już do zawieruchy na polskich salonach politycznych. Dość łagodnie zareagowali więc na rozpad koalicji. Rynki liczą teraz na mniejszy udział partii populistycznych w rządzie

Publikacja: 23.09.2006 07:35

Odejście Andrzeja Leppera z rządu spowodowało w piątek przecenę złotego o dwa grosze, do najniższego od półtora tygodnia poziomu 3,993 PLN/EUR. Już o godz. 10.00 inwestorzy skończyli jednak masowo sprzedawać polską walutę. Złoty powrócił do poziomów sprzed otwarcia rynków (i w tych okolicach pozostał do końca dnia). Historia pokazuje, że upadki wcześniejszych koalicji (SLD-PSL w 2003 r. czy AWS-UW w 2000 r.) kończyły się większymi korektami.

Inwestorzy czekają

Analitycy mówią o tym, że polska waluta na razie "zaparkowała" i podlega w większym stopniu tendencjom globalnym. - Rynek będzie czekać na to, czy jest większość parlamentarna, czy nie - przyznaje Jan Koprowski, diler walutowy BNP Paribas. Na tak postawione pytanie odpowiedź poznamy już wkrótce.

- Jeśli do poniedziałku wieczorem nie uda nam się zbudować większości dla rządu, to w przyszłym tygodniu złożymy wniosek o samorozwiązanie Sejmu - tak, aby wybory mogły się odbyć 26 listopada - zapowiedział wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, minister w Kancelarii Premiera - Adam Lipiński.

Jak nalać z pustego?

Reklama
Reklama

Sytuacja PiS jest trudna. Wraz z Samoobroną z koalicji odszedł klub liczący 53 posłów. Rządzącej partii udało się co prawda przeciągnąć na swoją stronę ośmiu "dezerterów", którzy uciekli od Andrzeja Leppera. Razem z pięcioma działaczami Narodowego Koła Parlamentarnego i dwoma posłami niezależnymi utworzyli 15-mandatowy Ruch Ludowo-Narodowy. PiS, RL-N i Liga Polskich Rodzin (została w koalicji) to zaledwie 198 głosów w Sejmie. Dla uzyskania większości PiS musi mieć poparcie 25-osobowego klubu PSL. Negocjacje w tej sprawie toczyć się będą w przyszłym tygodniu. Stronnictwo, zdając sobie sprawę ze swojej roli, stawia warunki. - Nasza decyzja wymaga poważnej rozmowy i zmian w zasadach funkcjonowania rządu. Chodzi o to, żeby była wyłączność na konkretne obszary, bez recenzowania ministrów przez innych ministrów - mówił szef PSL, Waldemar Pawlak. Nie wiadomo też, czego zażądają uciekinierzy z Samoobrony. - Od przyszłego tygodnia zaczynamy rozmowy z PiS o koalicji - poinformował twórca RL-N, Jan Bestry.

Byle nie zostali na siłę

- Szanse na powodzenie rozmów z PSL i częścią Samoobrony istnieją. Oceniam je na 50 procent - komentuje A. Lipiński. W piątek wieczorem szef klubu PiS, Marek Kuchciński, stwierdził niespodziewanie, że gdy ludowcy przystąpią w końcu do koalicji, większość już będzie. Oznacza to, że rządząca partia pozyskać mogła więcej posłów niż wynikałoby z oficjalnej arytmetyki.

Niezależnie od walki o głosy wiadomo, że o przyszłości Sejmu i tak będzie decydować PiS. Jakikolwiek wniosek o samorozwiązanie (rozważa go m.in. Platforma Obywatelska, przeciwko jest SLD), aby był konstruktywny, musi uzyskać aprobatę 307 posłów. Bez głosów rządzącej partii zdobycie takiej większości jest niemożliwe. Dlatego prawdopodobnym scenariuszem jest także trwanie koalicji mniejszościowej. Rynki przyjęłyby go jednak negatywnie. Inwestorzy boją się niepewności i tego, jak w takiej sytuacji będzie tworzone prawo. - Wybory dają szansę na nowy układ polityczny, co w dłuższej perspektywie okazać się może dobre - mówi J. Koprowski. Według najnowszych sondaży, do Sejmu dostaną się wówczas cztery partie: PO, PiS, SLD i Samoobrona.

Co zrobi Gilowska?

Ekonomiści będą teraz czekać na szczegóły programu osłabionego w piątek rządu. Na stanowisko wicepremiera i ministra finansów wróciła Zyta Gilowska, co uspokoiło część inwestorów zagranicznych. Tyle tylko, że profesor Gilowska nie chciała powiedzieć, czy i jakie ma plany reform. Nie chciała też rozmawiać o projekcie budżetu na 2007 r., który już we wtorek przyjąć powinien rząd. - Wierzę w to, że większość w Sejmie będzie i będziemy rządzili tak, żeby sytuacja w Polsce się poprawiała, a nie pogarszała. Mamy dobre parametry ekonomiczne, mamy sporo pieniędzy z Unii Europejskiej, mamy bardzo interesujące relacje polityczne z naszymi sąsiadami. Wszystko wskazuje na to, że będziemy się dobrze rozwijać i mamy szansę - stwierdziła tylko po nominacji. Także premier Jarosław Kaczyński nie uchylił rąbka tajemnicy, co ustalił z Zytą Gilowską. - Życzę efektywnej pracy. Przed panią trudne zadanie godzenia różnych interesów - powiedział wicepremier.

Reklama
Reklama

Odejść z rządu jest więcej

Nie do końca jest jasne, czy z rządu odejdzie dotychczasowy minister finansów, Stanisław Kluza. Otrzymał co prawda dymisję, ale Zyta Gilowska oznajmiła, że będzie go namawiała do pozostania w resorcie. Premier wysoko ocenił pracę byłego szefa resortu. - Liczę na to, że nasza współpraca będzie trwała dłużej - oznajmił. Zaprzeczył jednak, że podjął już decyzję o mianowaniu Stanisława Kluzy na przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego.

Z rządu odejdzie na pewno rekomendowana przez Samoobronę minister pracy, Anna Kalata. Nieznany jest jeszcze jej następca. W resorcie rolnictwa, na miejsce Andrzeja Leppera pojawi się pełnomocnik rządu ds. kształtowania ustroju rolnego - Henryk Kowalczyk. Losy ministra budownictwa - Antoniego Jaszczaka (również polecany przez Samoobronę) nie były w piątek jeszcze przesądzone.

Co z reformami?

Ekonomiści optymistycznie oceniają, że premier Kaczyński nie ugiął się pod naciskami lidera Samoobrony i podtrzymał planowany pułap deficytu na poziomie 30 mld zł. Edward Parker, analityk Fitch, obawia się jednak, że budżet wciąż może paść ofiarą sejmowej arytmetyki. Finansiści podkreślają, że sama wymiana nazwisk niczego dla rynków nie zmienia. "Rozpad koalicji rządowej nie ma wpływu na rating Polski, niezależnie od tego, czy zaowocuje on powołaniem nowej koalicji, czy też doprowadzi do ogłoszenia przedterminowych wyborów" - napisali analitycy agencji Standard and Poors". Agencja dalej utrzymuje długoterminowy rating Polski na poziomie "BBB+" ze stabilną perspektywą.

PAP, Reuters, ISB

Reklama
Reklama

Komentarze

Katarzyna Zajdel-Kurowska

główna

ekonomistka Banku

Handlowego

Reklama
Reklama

Opera mydlana pt. "Koalicja"

Polska polityka nie działa mocno na inwestorów, gdyż kryzys w koalicji i ewentualne wcześniejsze wybory od dawna były zapowiadane. Pogorszenie sytuacji w Polsce zbiegło się jednak z niekorzystnymi wydarzeniami, jakie nastąpiły na rynkach wschodzących. Najpierw kryzys rządowy na Węgrzech, a po drodze zamach stanu w Tajlandii, wyprzedaż w Ameryce Łacińskiej, Turcji, Afryce Południowej - wszystko to przyczyniło się do zmiany w postrzeganiu wszystkich rynków wschodzących. Tak naprawdę z ich punktu widzenia w Polsce nic tragicznego się nie dzieje.

Mamy 365. odcinek latynoamerykańskiej opery mydlanej "Koalicja". Nie jest ona nadzwyczajna, nic specjalnego się nie dzieje - a paradoksem byłoby, gdyby rynek się osłabił, bo z rządu odchodzą populiści z Samoobrony.

PAP

Piotr Bujak

Reklama
Reklama

ekonomista Banku

Zachodniego WBK

Nie ma powodu

być pesymistą

Nie ma powodu, żeby na to, co dzieje się w polityce, patrzeć pesymistycznie. Warto odpowiedzieć sobie na przykład na pytanie, czy lepiej, gdy w rządzie jest Andrzej Lepper i powstaje budżet z jego warunkami, czy lepiej, gdy Leppera w rządzie nie ma. Wydaje się, że odpowiedź jest dość oczywista.

Reklama
Reklama

Oczywiście, pojawia się ryzyko rozpisania wcześniejszych wyborów. Ale i tu można być optymistą. Z punktu widzenia polityki gospodarczej, ten rząd nie radził sobie najlepiej. Inwestorzy zagraniczni zdają sobie sprawę z tego, że - niezależnie od wyników wyborów - nie należy spodziewać się pogorszenia.

To wszystko oznacza, że po osłabieniu związanym ze wzrostem niepewności, postrzeganie sytuacji powinno się poprawić. Trudno przewidywać, co będzie się działo na rynku w krótkim okresie. Jest zupełnie możliwe, że za euro trzeba będzie płacić więcej niż 4 złote. Ale wyklarowanie się sytuacji powinno być dla inwestorów pozytywnym impulsem.

Grzegorz Maliszewski

ekonomista Banku

Millennium

Perspektywy nie wyglądają źle

Na zmiany w rządzie rynek nie zareagował gwałtownie. Rentowność obligacji o dłuższych terminach wykupu wzrosła nawet o ponad 10 punktów bazowych. To dużo, jak na jeden dzień.

Tyle że po południu część strat udało się odrobić.

Perspektywy też nie wyglądają tak źle, jak mogłoby się wydawać. Zmiany w rządzie tak naprawdę nie będą miały wpływu na rynki. Jeśli już, to może być to wpływ lekko pozytywny. Jeśli spojrzeć na kompozycję rządu, mamy w nim jedną populistyczną partię mniej.

W dodatku, jeśli ten rząd przetrwa, to pozycja PiS wobec LPR i ewentualnych innych mniejszych

partnerów będzie silniejsza niż dotąd.

Mniejsi koalicjanci z pewnością będą świadomi tego, że jeśli doszłoby do wyborów, to mogą w ogóle nie wejść do Sejmu.

Bez większego znaczenia jest też powrót do rządu Zyty Gilowskiej. Jej możliwości będą ograniczone. Projektu budżetu na przyszły rok w zasadzie nie da się już zmienić, bo za kilka dni musi on trafić do Sejmu.

Na większości rynków wschodzących widać pogorszenie sytuacji

Luis Costa

analityk obligacji na rynkach wschodzących, ING Bank w Londynie

Najpierw byliśmy świadkami zamieszek na Węgrzech, teraz mamy zmianę rządu w Polsce. Jaki jest ogólny nastrój inwestorów wobec rynków wschodzących?

Rentowność papierów dłużnych krajów z tej grupy wzrosła. Inwestorzy doświadczyli bowiem zbiegu kilku zdarzeń jednocześnie. I to nie tylko na Węgrzech i w Polsce. Widzimy pogorszenie sytuacji na większości rynków wschodzących. Spójrzmy na Ekwador, gdzie rząd ogłosił chęć restrukturyzacji długu publicznego, niekoniecznie korzystną dla pożyczających. Mamy niepewność w Peru przed lokalnymi wyborami. Niepokój powoduje także pogłębiający się deficyt obrotów bieżących w Turcji, pozostawiony bez reakcji banku centralnego. Wszystko to sprawia, że inwestorzy są ostrożniejsi.

Czy będziemy więc świadkami masowego odpływu kapitału w kierunku krajów uznanych za bezpieczne?

Nie sądzę, by burza nad rynkami wschodzącymi trwała długo. Analiza wyników globalnych funduszy inwestycyjnych pokazuje, że wciąż będą kupować papiery. Spodziewam się raczej krótkiej korekty. Po kilku dniach rentowność papierów dłużnych powinna znów się obniżyć. Myślę jednak, że inwestorzy będą teraz bardziej selektywni z wyborem rynków. Ale dla ogólnej stabilności to dobrze.

Co w tych dniach mówi się w środowisku finansjery o Polsce?

Dostrzegamy dwie rzeczy. Po pierwsze, rozpadła się koalicja, co powoduje oczywiście, że rynek jest mniej spokojny. Po drugie - wraca Zyta Gilowska, co daje nadzieję na większy pragmatyzm w polityce rządu. Znowu są perspektywy na reformę finansów publicznych.

Oliver Weeks

ekonomista ds. krajów Europy Środkowej i Wschodniej, Morgan Stanley

Najpierw zamieszanie na Węgrzech, teraz w Polsce. Czy wciąż jesteśmy atrakcyjnym regionem do inwestowania?

Nie można zaprzeczyć, że nastroje inwestorów są negatywne. Ale to nie jest fenomen czysto lokalny. Turcja i inne rynki wschodzące również dotknęła gwałtowana przecena. To nie Polska jest główną przyczyną zamieszania. Nie zauważyłem zresztą, by coś fundamentalnie się zmieniło, skoro dla poparcia budżetu rząd wciąż potrzebuje poparcia partii populistycznych. Niepewność pozostanie do momentu, aż projekt budżetu nie zostanie przyjęty.

Ekonomiści zwykli mówić: im mniej populistów w rządzie, tym lepiej. Tak się w końcu stało...

Ale wciąż mamy populistyczne ugrupowania w parlamencie, bez zgody których nie ma mowy o poparciu budżetu. Nie jest też jasne, czy wcześniejsze wybory przyniosą w końcu widoki na stabilniejszą koalicję.

Wybory są jednak prawdopodobne. Co oznaczać będą dla inwestorów?Nie byłbym pewny, czy PiS zaryzykuje skrócenie kadencji parlamentu, ale z rynkowego punktu widzenia nie wydaje mi się, że wybory mogą cokolwiek pogorszyć. Nieważne, jaki będzie ich wynik, projekt budżetu na 2007 r. jest już dany i trudno go zmienić. Dlatego też ważniejszym obecnie pytaniem dla inwestorów jest to, kto zostanie szefem Narodowego Banku Polskiego na kolejne sześć lat. Nazwiska wciąż jednak nie znamy...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama