Piątkowa sesja rozpoczęła się od spadków. Nie było to zaskoczeniem, gdyż czwartkowa zniżka na Wall Street, wywołana obawami o możliwość wystąpienia recesji (wskazała na to publikacja Philadelphia Fed Index) oraz będące jej następstwem wczorajsze spadki w Europie, czy też polityczna przecena w Budapeszcie nie dawały inwestorom wyboru. W niewielkim stopniu dołożył się do tego jeszcze rozpad koalicji rządowej w Polsce. Jedyne co wczoraj mogło zaskakiwać, to podjęta w połowie sesji próba wzrostu, która wyciągnęła WIG20 z dziennych minimów na 2884,25 pkt, do 2936,49 pkt. Próba, która w dużej mierze się udała. Mimo że WIG20 zakończył dzień na 2914,20 pkt (-0,96 proc.), to na wykresie dziennym powstała świeca o popytowym charakterze. Świeca, która chwilowo oddala perspektywę utworzenia formacji RGR. Dlaczego chwilowo? Pogorszenie sytuacji na wskaźnikach, jak również obserwowane w ostatnich tygodniach problemy z powrotem ponad 3100 pkt, sprawiają, że w średnim terminie spadki są najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Sytuacja na wykresie tygodniowym WIG20 potwierdza powyższe wnioski. Ostatnie 7 tygodni to stabilizacja indeksu ponad poziomem 2900 pkt. Wyrysowana w tym tygodniu czarna świeca ma szanse doprowadzić do wybicia z niej dołem. Zwłaszcza że na wskaźnikach wciąż są obecne sygnały sprzedaży wygenerowane jeszcze w maju. Minimalny zasięg tych ewentualnych spadków to 2550 pkt. Wsparcie tam tworzy czerwcowy dołek i 3,5-letnia linia trendu wzrostowego. Jeżeli jednak założymy, że obecnie budowany jest korekcyjny zygzak ABC, gdzie majowo-czerwcowe spadki to fala A, natomiast czerwcowo-lipcowa zwyżka to fala B, to teraz mamy falę C, która powinna znieść WIG20 do 2350 pkt. Zejście do 2350 pkt byłoby prawdopodobnie jedynie etapem bessy. Z uwagi na przełamaną linię hossy, należałoby liczyć się ze znacznie większą zniżką. Być może do 2200 pkt, gdzie wsparcie tworzy 50-proc. zniesienie 3,5-letnich wzrostów.

Na razie takie scenariusze mogą wywoływać tylko uśmiech. Jeżeli jednak poważnie rozważymy możliwość wystąpienia recesji w USA, przy jednoczesnym silnym spowolnieniu chińskiej gospodarki, to wcale nie wygląda to na analityczną fikcję.