Ostatnie wydarzenia polityczne spowodowały, że ceny obligacji zachowywały się w piątek niczym kolejka górska. Po bardzo słabym otwarciu, na którym dochodowość była wyższa średnio o 7-8 pb. Widmo przedterminowych wyborów okazało się dla rynku, a w szczególności inwestorów zagranicznych tak przerażające, że doprowadziło do panicznej wyprzedaży polskich obligacji. Nastrój powoli zaczął się poprawiać po nominacji Zyty Gilowskiej na ministra finansów. Rynek zaczął powoli odrabiać poranne straty, natomiast do prawdziwego przyspieszenia wzrostu doszło po ogłoszeniu powstania nowego klubu parlamentarnego, złożonego ze zbuntowanych posłów Samoobrony. Rynek zintepretował to wydarzenie jako szansę na odtworzenie większościowego rządu, po opuszczeniu go przez Andrzeja Leppera. Do końca dnia rynek zdołał odrobić wszystkie straty.
Dane o inflacji bazowej w sierpniu (1,4 proc.), która
była wyższa od oczekiwań o 0,1 proc. w skali roku, nie wywarły większego wrażenia na rynku.
Tak długo jak inflacja bazowa jest niższa niż inflacja nominalna, mamy do czynienia głównie z sezonowym wzrostem cen.