nawiązalibyśmy do sytuacji, jaka ma teraz miejsce na Węgrzech. Oczywiście
wielkości obu deficytów nie są porównywalne, ale stawiałoby nas to w
trudnej sytuacji o oczach inwestorów zagranicznych. Ich ewentualny odpływ
mógłby mieć fatalne dla nas skutki. Słabnący złoty oraz luźna polityka
fiskalna z pewnością szybko byłyby podstawą do reakcji banku centralnego,
co przełożyłoby się na poziom stóp procentowych.
Nie wywołujmy wilka z lasu. W tej chwili budżet jest jaki jest i na więcej
liczyć nie można. RPP zaakceptuje utrzymanie "kotwicy", czyli czynnik
ryzyka fiskalnego na razie nie będzie dominującym przy podejmowaniu
decyzji o ewentualnych ruchach w polityce monetarnej.
Zatem skupiamy uwagę na wielkości inflacji oraz czynnikach, które mogą ją
napędzać. Wiadomo już, że jednym ze skutków letniej suszy są wyższe ceny
żywności. Inflacja wraca do przedziału optymalnego. W tej chwili bank
centralny obserwuje, jakie skutki będzie miało obecnie obserwowane
ożywienie w gospodarce, a szczególnie jak szybko rosną płace w porównaniu
z wydajnością pracy. Ważny jeszcze niedawno czynnik ryzyka, jakim były
rosnące ceny surowców obecnie wraz z ich spadkiem traci nieco na znaczeniu.
Swoją drogą, ostatnie zniżki na rynkach surowcowych stają się przyczynkiem
do rewizji długoterminowych prognoz. Zabawne, jak w krótkim czasie można
zmienić się percepcze, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Europie.
Nikt już nie pamięta prognoz sprzed kilku miesięcy, które wieściły dojście
ceny do poziomu 100 dolarów za baryłkę. Moim daniem tak drastyczna zmiana
oceny na razie nie jest upoważniona. W tej chwili można uznać, że ten
czynnik ryzyka zmniejszył swoją wagę, ale zupełnie nie zniknął.
W USA problem inflacji zmniejszył swoje nasilenie za sprawą dwóch
ostatnich odczytów CPI i PPI. Ten drugi pojawił się w ubiegłym tygodniu i
okazał się niższy od prognoz. Rynek zapewne by się ucieszył, ale radość
została skutecznie stłumiona przez kolejne słabe dane z rynku
nieruchomości. Liczba nowych budów spadła o kolejne 6% i jest najniższa od
kwietnia 2003 roku. Liczba wydanych w sierpniu pozwoleń na budowę była
najniższa od czterech lat. Rynek nieruchomości staje się powoli problemem
nr 1. Miejmy świadomość, że problemy Amerykanów są też naszymi problemami.
Czy tego chcemy, czy nie.
Wspomniane powszechne oczekiwanie na spowolnienie wzrostu gospodarczego
(nikt o recesji nie mówi) ujawniło się ostatnio w kilku miejscach.
Niemiecki wskaźnik nastrojów ZEW zanotował najniższą wartość od stycznia
1999 roku. Stało za tym drastyczne pogorszenie ocen ankietowanych co do
sytuacji w przyszłości. Oczekiwaną słabość gospodarki, tym razem
amerykańskiej, widać także po odwróconej krzywej rentowności papierów
dłużnych. Dysproporcja między krótko-, a długoterminowymi stopami w
ostatnim tygodniu się nasiliła. Jest ona na tyle duża, że zaburzyła
ostatni odczyt danych o napływającym kapitale do USA (TICS Data). Kapitał
wybiera lokaty o krótszym terminie zapadalności. Słabnący rynek
nieruchomości tylko potwierdza słuszność zachowania ostrożności.
Analizując wykresy cen kontaktów oraz wartości indeksu można dojść do
wniosku, że konsolidacja powoli dobiega końca. Czas spokojnego
obserwowania zmian cen mija i trzeba przygotować się na większe emocji i
większą zmienność. Długość trwania obecnego trendu bocznego odpowiada
pojawiającym się od czasu do czasu konsolidacjom. Na wykresie tygodniowym
wskaźnik ADX obrazujący siłę trendu spadł poniżej poziomu 20 pkt., co
wcześniej zwiastowało mocniejszy (w skali tygodniowej) ruch cen
Wykres_1.gif Przygotowanie się do większej zmienności sugeruje także
wykres dzienny Wykres_2.gif , gdzie w doszliśmy właśnie do dolnego
ograniczenia formacji diamentu. Jest bardzo blisko do przełamanie poziomu
dołka z sierpnia br. Bez większego błędu można przyjąć, że przełamanie
tego poziomu będzie tożsame z sygnałem wyjście z formacji a więc i
sygnałem braku równowagi na rynku i uzyskania przewagi przez podaż. Można
dyskutować co do zakresu możliwego spadku. Zanim jednak taką dyskusję
podejmiemy, poczekajmy na sygnał. W końcu możliwe jest odbicie i dalsze
przebywanie w konsolidacji.
Kamil Jaros
[email protected]