Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 24.09.2006 17:46

Kamil Jaros

"Gra się toczy. I nikt nie może mieć dzisiaj pewności, dokąd ta sytuacja

nas zaprowadzi." Takim stwierdzeniem odpowiedziała Dr Barbara

Fedyszak-Radziejowska na pytanie dziennikarza "Rzeczpospolitej" o to, co

nas czeka w najbliższym czasie na scenie politycznej po ostatnich

Reklama
Reklama

zmianach, jakie na niej zaszły. Z jednej strony można to uznać za wykręt,

ale taka odpowiedź w obecnej chwili wydaje się najbardziej odpowiednia.

Budowanie scenariuszy jest oczywiście ciekawe. Niemniej stawianie prognoz

w takiej chwili staje się przynajmniej niebezpieczne, by nie powiedzieć

pozbawione większego sensu. Wprawdzie możemy się pocieszać, że sytuacja na

scenie politycznej nie ma dla rynków finansowych większego znaczenia, to

Reklama
Reklama

jednak nie jest to prawdą aż tak do końca. Owszem, na razie rynki reagują

ze spokojem. Złoty nie obniżył znaczenie swoich poziomów, a spadek cen

akcji nie był na tyle mocny, by wprowadzić jakiś większy zamęt w obraz

rynku, jaki znamy od wielu tygodni.

Zmiany składu koalicji są czynnikiem zwiększającym ryzyko, ale z punktu

widzenia inwestujących na rynkach finansowych zwiększenie to jest

Reklama
Reklama

niewielkie. Faktycznie bowiem w tej chwili ważniejszym jest wygląd

budżetu. Do tego można się przyczepić: że nie jest ambitny, że nie

wykorzystuje okresu koniunktury do przeprowadzenia reformy w finansach

publicznych, że wydatki nadal są rozpasane i nadal ich struktura jest

zagrożeniem w czasie dekoniunktury. To wszystko prawda, ale teraz rynki

Reklama
Reklama

zdają się cieszyć choćby z najmniejszych oznak racjonalności. Taką oznaką

jest wartość deficytu, która nie może przekroczyć 30 mld złotych. Sławna

kotwica staję faktycznie kołem ratunkowym trzymającym jeszcze nas na

powierzchni. Całe szczęście, że z tego faktu zdaje sobie sprawę Premier

Kaczyński. Powrót do rządu Zyty Gilowiskiej trudno przyjąć z wielką

Reklama
Reklama

radością. Dobrze, że finansami zajmie się osoba z charyzmą. Problem w tym,

że ta charyzma jest pożytkowana do utrzymywania status quo niż na

forsowanie nowych rozwiązań mających na celu czynienie nowych oszczędności.

Ewentualne przekroczenie założonej wielkości deficytu mogłoby mieć zgubne

dla wszystkich skutki. Można podejrzewać, że luzowaniem polityki fiskalnej

Reklama
Reklama

nawiązalibyśmy do sytuacji, jaka ma teraz miejsce na Węgrzech. Oczywiście

wielkości obu deficytów nie są porównywalne, ale stawiałoby nas to w

trudnej sytuacji o oczach inwestorów zagranicznych. Ich ewentualny odpływ

mógłby mieć fatalne dla nas skutki. Słabnący złoty oraz luźna polityka

fiskalna z pewnością szybko byłyby podstawą do reakcji banku centralnego,

co przełożyłoby się na poziom stóp procentowych.

Nie wywołujmy wilka z lasu. W tej chwili budżet jest jaki jest i na więcej

liczyć nie można. RPP zaakceptuje utrzymanie "kotwicy", czyli czynnik

ryzyka fiskalnego na razie nie będzie dominującym przy podejmowaniu

decyzji o ewentualnych ruchach w polityce monetarnej.

Zatem skupiamy uwagę na wielkości inflacji oraz czynnikach, które mogą ją

napędzać. Wiadomo już, że jednym ze skutków letniej suszy są wyższe ceny

żywności. Inflacja wraca do przedziału optymalnego. W tej chwili bank

centralny obserwuje, jakie skutki będzie miało obecnie obserwowane

ożywienie w gospodarce, a szczególnie jak szybko rosną płace w porównaniu

z wydajnością pracy. Ważny jeszcze niedawno czynnik ryzyka, jakim były

rosnące ceny surowców obecnie wraz z ich spadkiem traci nieco na znaczeniu.

Swoją drogą, ostatnie zniżki na rynkach surowcowych stają się przyczynkiem

do rewizji długoterminowych prognoz. Zabawne, jak w krótkim czasie można

zmienić się percepcze, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Nikt już nie pamięta prognoz sprzed kilku miesięcy, które wieściły dojście

ceny do poziomu 100 dolarów za baryłkę. Moim daniem tak drastyczna zmiana

oceny na razie nie jest upoważniona. W tej chwili można uznać, że ten

czynnik ryzyka zmniejszył swoją wagę, ale zupełnie nie zniknął.

W USA problem inflacji zmniejszył swoje nasilenie za sprawą dwóch

ostatnich odczytów CPI i PPI. Ten drugi pojawił się w ubiegłym tygodniu i

okazał się niższy od prognoz. Rynek zapewne by się ucieszył, ale radość

została skutecznie stłumiona przez kolejne słabe dane z rynku

nieruchomości. Liczba nowych budów spadła o kolejne 6% i jest najniższa od

kwietnia 2003 roku. Liczba wydanych w sierpniu pozwoleń na budowę była

najniższa od czterech lat. Rynek nieruchomości staje się powoli problemem

nr 1. Miejmy świadomość, że problemy Amerykanów są też naszymi problemami.

Czy tego chcemy, czy nie.

Wspomniane powszechne oczekiwanie na spowolnienie wzrostu gospodarczego

(nikt o recesji nie mówi) ujawniło się ostatnio w kilku miejscach.

Niemiecki wskaźnik nastrojów ZEW zanotował najniższą wartość od stycznia

1999 roku. Stało za tym drastyczne pogorszenie ocen ankietowanych co do

sytuacji w przyszłości. Oczekiwaną słabość gospodarki, tym razem

amerykańskiej, widać także po odwróconej krzywej rentowności papierów

dłużnych. Dysproporcja między krótko-, a długoterminowymi stopami w

ostatnim tygodniu się nasiliła. Jest ona na tyle duża, że zaburzyła

ostatni odczyt danych o napływającym kapitale do USA (TICS Data). Kapitał

wybiera lokaty o krótszym terminie zapadalności. Słabnący rynek

nieruchomości tylko potwierdza słuszność zachowania ostrożności.

Analizując wykresy cen kontaktów oraz wartości indeksu można dojść do

wniosku, że konsolidacja powoli dobiega końca. Czas spokojnego

obserwowania zmian cen mija i trzeba przygotować się na większe emocji i

większą zmienność. Długość trwania obecnego trendu bocznego odpowiada

pojawiającym się od czasu do czasu konsolidacjom. Na wykresie tygodniowym

wskaźnik ADX obrazujący siłę trendu spadł poniżej poziomu 20 pkt., co

wcześniej zwiastowało mocniejszy (w skali tygodniowej) ruch cen

Wykres_1.gif Przygotowanie się do większej zmienności sugeruje także

wykres dzienny Wykres_2.gif , gdzie w doszliśmy właśnie do dolnego

ograniczenia formacji diamentu. Jest bardzo blisko do przełamanie poziomu

dołka z sierpnia br. Bez większego błędu można przyjąć, że przełamanie

tego poziomu będzie tożsame z sygnałem wyjście z formacji a więc i

sygnałem braku równowagi na rynku i uzyskania przewagi przez podaż. Można

dyskutować co do zakresu możliwego spadku. Zanim jednak taką dyskusję

podejmiemy, poczekajmy na sygnał. W końcu możliwe jest odbicie i dalsze

przebywanie w konsolidacji.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama