Wiem, że styl i język oburzyły ludzi. Oczywiście, bardzo przepraszam. Jednak to wystąpienie nie miało zwykłego charakteru, lecz było narzędziem walki, aby przekonać deputowanych do reform - kajał się wczoraj premier Węgier Ferenc Gyurcsany za wcześniejszy wykład o tym, jak jego rząd "spieprzył" gospodarkę. W tym samym czasie w Polsce szef klubu parlamentarnego PiS Marek Kuchciński tłumaczył, że dzielenie stanowisk po kryjomu w Domu Poselskim to nic niestosownego. Nie przeprosił.

Prawdą jest, że dziennikarze TVN nie odkryli Ameryki. Negocjacje w sprawie stołków mają swoją długą historię. Ale po raz pierwszy udało się tak wiernie je udokumentować. Najbliższe dni pokażą, czy na jawny cynizm władzy polskie społeczeństwo zareaguje tak, jak Węgrzy. W sumie trudno w to uwierzyć, choć na razie pogoda sprzyja wszelkim kontestacjom...

Gorzej, że w obecnej sytuacji trzeciorzędne chyba stają się kwestie finansów publicznych, podatków czy reform gospodarczych. Fiskus jak sięgał, tak sięgać będzie do portfeli, niezależnie, pod jakim sztandarem. Ciekawe, merytoryczne dyskusje nad budżetem toczą teraz politycy francuscy, czescy, słowaccy. To samo czeka w najbliższym czasie Węgrów. Polska dalej natomiast prowadzi niezrozumiałe dla inwestorów dywagacje o moralności.

Analitykom rynkowym pozostały więc narzędzia, które zwykle nie zawodzą - arytmetyka sejmowa i sondaże. Z nich wynika, że "zabawa" na górze nie skończy się szybko. Dopóki koniunktura w gospodarce jest dobra, nikogo to specjalnie nie boli.