Dopiero w ostatnich dniach główny indeks amerykańskiego rynku akcji - S&P 500 - zdołał pokonać szczyt z początku maja. Dlaczego odrabianie strat trwało tak długo? Powodem są obawy inwestorów przed spowolnieniem największej gospodarki świata. Podczas gdy w pierwszym kwartale wzrost PKB
wyniósł aż 5,6 proc., to w drugim było to już tylko 2,5 proc. I wszystko wskazuje na to, że w trzecim kwartale tempo będzie jeszcze słabsze.
Spółki przemysłowe
w odwrocie
Nic więc dziwnego, że najsłabiej zachowują się notowania spółek szczególnie wrażliwych na spadek dynamiki gospodarczej. Indeks S&P 500 tak długo odrabiał straty z majowej wyprzedaży przede wszystkim na skutek słabej postawy spółek przemysłowych. Indeks sektorowy S&P 500 Industrials (według międzynarodowej klasyfikacji branżowej GICS, obejmuje on różnego rodzaju producentów dóbr inwestycyjnych, dostawców usług dla firm oraz spółki transportowe - ogólnie można powiedzieć, że są to branże przemysłu oferujące swoje produkty firmom, a nie konsumentom) odrobił dopiero połowę strat względem tegorocznego szczytu. Kurs największej spółki przemysłowej General Electric (jej udział w indeksie przekracza 27 proc.) jest praktycznie taki sam jak na początku roku. Powodów do zadowolenia nie mają też akcjonariusze takich potentatów, jak UPS (dostawca przesyłek), Tyco International (producent sprzętu elektrycznego i elektronicznego) czy 3M (producent różnorodnych dóbr przemysłowych - m.in. elektroniki, sprzętu telekomunikacyjnego, urządzeń biurowych). Zdecydowanie poniżej tegorocznych szczytów notowane są nawet akcje spółek, które mogły się pochwalić stabilnym wzrostem w ostatnich latach. Przed spadkami nie uchroniły się Boeing, United Technologies (dostawca części do samolotów i urządzeń dla budownictwa, np. wind) czy też Caterpillar (producent maszyn budowlanych, górniczych i rolniczych).