Inwestorzy przywykli już do tego, że wszelkie zawirowania w polityce miały bardzo ograniczony i krótkotrwały wpływ na rynki finansowe. Praktycznie zawsze były okazją do kupna akcji i złotego. Trzeba jednak sobie postawić pytanie, czy teraz też pojawiła się taka właśnie okazja. Zapewne dla inwestorów liczących na zyski w krótkim terminie (dni, tygodnie) tak właśnie jest. Ale inwestorzy długoterminowi mają twardy orzech do zgryzienia. Nie ulega wątpliwości, że ucieszyliby się, gdyby ogłoszono wcześniejsze wybory albo gdyby doszło do zawarcia koalicji rokującej długoterminową (rok do trzech) stabilność rządu. Każdego rządu. Bo inwestorzy już wiedzą, że koalicja PiS - Samoobrona - LPR, której się bardzo obawiali, im nie zaszkodziła. Bo rynki zdecydowanie preferują stabilność.
Fatalna dla gospodarki będzie jednak sytuacja, w której polityczna walka na noże będzie trwała, a rząd będzie mniejszościowy. Zaszkodziłoby to (w dłuższym terminie) gospodarce. Widać to już, na przykład, w zahamowaniu procesu legislacji ustaw podatkowych, a przecież do końca listopada ustawy te muszą być ogłoszone w Dzienniku Ustaw. Wydawałoby się, że jest jeszcze sporo czasu. Jednak dwa miesiące na przeprowadzenie całej procedury legislacyjnej to naprawdę niewiele. Co prawda, pozostawienie podatków bez zmian będzie chwilowo korzystne dla budżetu, ale nie pomoże w pobudzeniu popytu wewnętrznego, na czym powinno wszystkim zależeć.
Kończy się też kadencja Leszka Balcerowicza, a powołany przez prezydenta nowy prezes NBP może nie być dobrze przyjęty przez inwestorów. Poza tym ostatnie wypowiedzi premiera mogą sugerować, że nowy prezes będzie szukał błędów dotychczasowego kierownictwa, a to podważyłoby wiarę zagranicznych inwestorów w utrzymanie niezależności NBP. Gdyby tak się stało, to złoty, obligacje i akcje ucierpiałyby. Spadek cen obligacji zaszkodziłby bankom i podniósł cenę kredytów, a to zaszkodziłoby całej gospodarce. Polityczna zawierucha nie pomoże też w wykorzystaniu środków unijnych. Inaczej mówiąc, im dłużej będzie trwała taka sytuacja, tym gorzej dla gospodarki, a co za tym idzie - i dla rynków. Jeśli na świecie będzie trwała hossa, to nasz rynek będzie się zachowywać tylko słabiej od innych. Ale gdyby na giełdach światowych zaczęła się korekta, to GPW bardzo ucierpiałaby.
Kłopoty polityczne mają również Węgrzy, Czesi i Słowacy. To może w końcu zaniepokoić graczy zagranicznych i doprowadzić do wycofywania kapitałów z całego regionu.
Wniosek jest prosty. Inwestorzy długoterminowi będą się bacznie przypatrywać rozwojowi sytuacji politycznej i trzymać kciuki za szybkie jej rozwiązanie. Każdy sygnał przybliżający powstanie koalicji lub wiarygodna zapowiedź wyborów wywołają entuzjazm, a brak rozstrzygnięć będzie szkodził naszym rynkom.