Wbrew wcześniejszym zapowiedziom rząd nie przyjął wczoraj projektu nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Może to dziwić, ponieważ planowane w niej zmiany mają dość istotne konsekwencje przy konstruowaniu budżetu na 2007 r. Ministerstwo Finansów postuluje np. włączenie wszystkich środków unijnych do dochodów państwa. Rząd jednak to rozwiązanie włączył do budżetu i zwiększył zarówno wpływy, jak i wydatki o 14,68 mld zł.
W przyszłym tygodniu planem finansów państwa zająć się ma już Sejm. I tu pojawia się problem - posłowie pracować będą nad projektem stworzonym na bazie nieistniejącego jeszcze prawa. - Jeżeli nowelizacja finansów publicznych nie zostanie uchwalona przed budżetem, niezbędna będzie korekta podstawowych wielkości na przyszły rok - twierdzi prof. Elżbieta Chojna-Duch, ekspert ds. finansów publicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Byłaby to już kolejna modyfikacja po wakacyjnej korekcie dochodów i wydatków najpierw w dół, potem z powrotem w górę. Dla ostatecznego kształtu budżetu ważne jest więc, czy projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych przejdzie szybko przez Sejm. Do tej pory wydawało się, że nie budzi on większych kontrowersji, bo powoduje głównie zmiany "księgowe". Fakt, że nowelizacji nie zaakceptował rząd, wskazywałby jednak, że poszczególne przepisy projektu nie są dopracowane. Zasadniczo zmienia się w nim system dystrybucji funduszy Unii Europejskiej. Np. marszałkowie województw uzyskują prawa organu podatkowego przy odzyskiwaniu źle wykorzystywanych środków. Pojawia się także nowy typ dotacji na realizację projektów unijnych.
Na ostateczny kształt ustawy z coraz większą niecierpliwością czekają samorządy. - Choć gminy, powiaty i województwa mają czas na uchwalenie budżetu do końca marca, to już teraz skarbnicy czynią przed tym pierwsze przymiarki. Źle, jeśli nie wiedzą, jak mogą wyglądać przyszłoroczne dochody - mówi E. Chojna-Duch.
MF nie wyjaśnia, dlaczego opóźnia się przyjęcie projektu forsowanego przez wicepremier i minister finansów Zytę Gilowską.